Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Sweet Poison

Sweet Poison - Angst Skvadron

Sweet Poison

Wykonawca:

Angst Skvadron

Gatunek:

Black metal

9 /10
Nie ulega wątpliwości, że black metal to obecnie najbardziej progresywne zjawisko w ciężkim graniu. Niesamowite, w jakich kierunkach potrafi rozwijać się ten gatunek, często bez zbędnych ograniczeń, napędzany wyłącznie przez nieskrępowaną wyobraźnię jego twórców. Z łatwością wchłania elementy kojarzone z innymi nurtami, tworząc dziwne, a zarazem niejednokrotnie naprawdę zachwycające hybrydy, często wrzucane do jednego wora z napisem post-black metal.
Co ciekawe, za bary z tą nieco "inną" muzyką biorą się nawet takie persony jak T. Nefas, szerzej znany m.in. z Urgehal - nazwy, czego by nie mówić, związanej raczej z tradycyjnym pure black metalem. Zapewne gdyby "Sweet Poison" ukazał się pod rzeczonym szyldem, sporej grupie słuchaczy trzeba by było zaaplikować sole trzeźwiące, na szczęście jednak w pobocznym projekcie można zdziałać więcej. A może również lepiej?

Odrzućmy konwenanse i niepotrzebne schematy, bo Angst Skvadron to muza nie mająca wiele wspólnego z macierzystym bandem Nefasa. Nie zmienia to faktu, że słucham, słucham i oderwać się nie mogę. Nie wiem, jak ten album ma się do debiutu, bo niestety nie dane mi było go usłyszeć (wkrótce zamierzam te braki nadrobić), wiem za to jedno - "Sweet Poison" to album po prostu zajebisty! A do tego zaskakująco bogaty w dźwięki (choć na pierwszy rzut ucha wydawać się może raczej ascetyczny), spójny i bardzo równy. Mam wątpliwości, jak należałoby ochrzcić gatunkową szufladę nadającą się dla tego materiału. Ba, nie jestem nawet pewien, czy jakiejkolwiek szuflady on potrzebuje. No chyba, że chcecie (cytuję): "depressive, psychedelic, alien death metal". Rzec można, że Angst Skvadron wychodzi, generalnie, z klimatów zbliżonych nieco do Arcturus, Solefald czy Korova. Zdecydowanie jednak odrzuca właściwe im szaleństwo formy i barokową przesadę, czerpiąc z takiego grania samą tylko esencję.

Utwory są bardzo klimatyczne, oparte na zimnym brzmieniu gitar i wyraźnie wysuniętym na przód basie. Prawdziwie psychodeliczne, wręcz hipnotyczne. Po drodze pojawiają się jeszcze fluidy charakterystyczne dla Enslaved, Satyricon, czy nawet nieco Voivod (tak, wiem, oklepane porównanie) oraz Coroner. Do tego dochodzi sporo kosmicznych, space rockowych sampli, fortepian, chórki oraz instrumentalne, soundtrackowe pejzaże. Wystarczy? Mnie jak najbardziej. To wszystko jednak tylko ogólne kierunkowskazy. Równie dobrze można by tu wymienić całkiem inny zestaw kapel i wpływów. Pytanie tylko, po co? Angst Skvadron brzmi po prostu jak Angst Skvadron. Mus dla wszystkich otwartych umysłów.

Szymon Kubicki