Kup Magazyn Gitarzysta

After - Ihsahn

After

Wykonawca:

Ihsahn

5 /10

Ech, nie wiem co się porobiło z Ihsahnem..."The Adversary", jego solowy debiut, swego czasu rozłożył mnie na części pierwsze i porwał w muzyczną podróż po ostępach nieograniczonej wyobraźni Norwega. "AngL" też mógł się podobać, chociażby wycieczkami pod Opeth, ale już zdradzał lekkie zmęczenie materiału. "After" jednak to już płyta, która mówiąc krótko rozczarowuje.

Większość pomysłów na "After" razi wtórnością. Całość brzmi jakby Ihsahn postanowił pomieszać wszystkie składowe późnego Emperora, obu solowych płyt ze szczyptą Peccatum. Nie ma jakiejś niespodzianki na nowej płycie Norwega, brak zaskoczeń. Co gorsza z muzyki zeszło totalnie powietrze, nie szarpie nerwów, ani nie zrywa do szaleńczego machania dynią. Taki pierwszy z brzegu "The Barren Lands" po prostu nudzi, jedzie na jednym sflaczałym riffie i jest tylko po środku upstrzony jakimś urozmaiceniem. Gdy w kolejnym "A Grave Inversed" Ihsahn postanawia podkręcić tempo wychodzi z tego mało zrozumiały jazgot. Kawałek ten jedynie ratują partie saksofonu, który jest kapitalnym dodatkiem do chorego klimatu utworu i co ważne nie brzmi na siłę. Ten saksofon ogólnie, zdradzający odwieczne inspiracje Ihsahna jazzem, powraca na albumie jeszcze parę razy jako udany dodatek. Ale jako dodatek do średnio intrygującej całości.

Nie zrozumcie mnie źle, "After" posiada momenty więcej niż porywające, muzycy zdradzają ogromny kunszt. Jednak od największych wymagam najwięcej. Trochę brak mi na tej płycie zamysłu, rąk i nóg to to dla mnie nie ma. Dużo tutaj zakręconej muzyki dla muzyków, do kontemplacji i rozważań. Teoretycznie lubię coś takiego, ale Ihsahn na poprzednich krążkach, tak jak i w Emperor oferował coś magicznego właśnie dlatego, że łącząc niebanalne rozwiązania i artystyczne poszukiwania potrafił od wejścia zachęcić nawet największych malkontentów "tym czymś". Teraz np. słuchając utworu tytułowego zamiast mieć ochotę odkrywać kawałek po kawałku elementy tej układanki bardziej mam ochotę spać. Trochę za dużo wydaje mi się jest na "After" kalkulacji typu : "OK, robimy krążek dla przewrażliwionych inteligencików, którym wystarczy sax i kilka zmian nastroju w kompozycji i będą wychwalali album pod niebiosa". Tego typu myślenie najlepiej wychodzi w "Frozen Lakes on Mars", który aranż zapożycza chyba od melodic death metalowców. Panterowe gitary w zwrotce, melodyjny refren plus jakieś zawijasy pomiędzy. No ja proszę uprzejmie, nie tędy droga.

Fani progu pewnie i tak są zachwyceni tym albumem. Ja nie bardzo. Ihsahn przesuwał swego czasu granice ekstremalnego metalu. Teraz ani nie czuje ekstremy, ani próby stworzenia nowej jakości. Ot, klimatyczne granie z lekko chaotycznie powpychanymi pomysłami. Słuchając "After" myślę sobie bez ekscytacji "No hm, kolejna solowa płyta Ihsahna". Poprzednimi razy tak nie myślałem. Nie najlepiej panie Tveitan.

Grzegorz Żurek