Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / To The Metal

To The Metal - Gamma Ray

To The Metal

Wykonawca:

Gamma Ray

Gatunek:

Power metal

4 /10

Kai Hansen musi porządnie naoliwić tryby swojej maszyny o nazwie Gamma Ray. Od płyty "Land of the Free" do "Majestic", czyli dekadę całą, niemiecki zespół ten przodował w dziedzinie melodyjnego power metalowego grania. Jednak coś się pokićkało trzy lata temu przy sequelu płyty z 1995 roku. "To The Metal!" kontynuuje zapoczątkowany przez poprzedniczkę trend obniżania lotów. Najlepszym tytułem dla nowego wydawnictwa promieni gamma powinien być "Festiwal Przewidywalności".

Chociaż i tak jest lepiej niż w 2007 roku... Bo gorzej już chyba być nie może. Ogólnie zauważalnym problemem całego nurtu jest brak świeżych rozwiązań. Po boomie na power metal wśród braci metalowej, tak gdzieś zaraz po przełomie wieków, nikt właściwie nic nowego w materii tego grania nie wymyślił, nie zmienił. A jak już to na gorsze (Blind Guardian...). Melodyjne pitu-pitu z pogranicza metalu i powera to obecnie najbardziej wyeksploatowany i przewidywalny podgatunek ciężkiego grania. I cokolwiek Kai Hansen nie wymyśli, raczej tego nie zmieni, na pewno nie teraz, nie w 2010 roku.

Gdzieś przy kawałku tytułowym zdałem sobie sprawę, że przeleciały już przez moje głośniki cztery utwory (w tym jeden z tym cudacznym Kiske na wokalu, który to kawałek teoretycznie powinien mnie zaintrygować chociaż)... Żadnego charakteru, zero rozpoznawalności, wszystko zlane w jedną papkę z dosłownie momentami wystającymi ponad całość (końcówka "To The Metal!" czy ciekawe zagrywki gitarowe w "Empathy") - takie były moje pierwsze przemyślenia. Oczywiście znalazły się plusy, o wiele lepsza niż na "Land of the Free II" produkcja i jakby dużo zapożyczeń z lat '80. Ale spójrzmy prawdzie w oczy - po "To The Metal!" nie mam w głowie ani jednego refrenu, który mam zamiar krzyczeć wniebogłosy tak jak to było z "Heavy Metal Universe", "New World Order" czy "Hell Is Thy Home"...Wiele motywów na kompozycje kojarzą się też z aranżami odkrytymi przez Helloween czy Gamma Ray właśnie w przeszłości.

Co istotne również, to że całość, mimo iż przecież POWER metalowa i hucznie to the metalowa, nie ma powera. Nowa płyta Gamma Ray to takie granie dla grania, coś tam leci w średnim tempie, fani się cieszą a pomysłów brak. Chociaż na pewno plusem jest, że nic nie irytuje na "To The Metal!". Nie ma przesadnie wysuniętych do przodu klawiszy, nie ma za słodkich melodii... Bo właściwie nie ma niczego (i Kononowicz się cieszy). Po przesłuchaniu całości mam wrażenie, że Kai Hansen postanowił połączyć hard rock, tradycyjny heavy metal z power metalowym obliczem swej kapeli, z czego wyszła dosłownie papka. Może to płyta dla fanów (chociaż bardziej fanatyków), może nie rozumiem tego gatunku muzycznego i jeszcze parę może... Ale wiem, że jeśli jeszcze niedawno uznana marka wydaje na świat półprodukt to, że zacytuje klasyka, "źle się dzieje w państwie duńskim", acz tutaj bardziej w Niemieckim. Słabizna, niestety.

Grzegorz Żurek