Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Nihilistic Vision

Nihilistic Vision - Die Hard

Nihilistic Vision

Wykonawca:

Die Hard

8 /10

Gdyby nie to, że genialne hasło "Lay down your soul to the gods rock’n’roll" zostało już wcześniej wykorzystane, spokojnie mogliby je wymyslić oldschoolowcy z Die Hard. Oczywiście o tyle, o ile w ich wypalonych procentami mózgownicach ostało się nieco szarych komórek, które umożliwiłyby przeprowadzenie tak skomplikowanego procesu myślowego.

Ale nad czym tu rozmyślać, przecież znacznie lepiej obalić kilka browarów, pomachać banią dla Szatana, powygłupiać się w czasie sesji zdjęciowej, skopiować (a czasem bardziej twórczo wykorzystać) parę zagrywek Venom. Jednym słowem, grać prawdziwy metal na pohybel wszystkim zasłuchanym we współczesnej plastikowej scenie. Szeroka fala zespołów, złożonych z zapatrzonych w przeszłość prawdziwków wciąż płynie w najlepsze, a w tym gronie i Die Hard, mający w składzie perkusistę Watain.

Co ciekawe, w większości przypadków słychać w tej muzie więcej luzu i entuzjazmu, niż w obecnej twórczości samego Venom, ale to w gruncie rzeczy zupełnie inna historia. W tym sentymentalnym nurcie, podobnie zresztą jak w każdym innym, zdarzają się nazwy mniej lub bardziej odkrywcze (choć mam wątpliwości, czy to właściwe słowo), czy może, po prostu, lepsze i gorsze. Szwedzi plasują się w górnej połowie stawki, a do ścisłej czołówki nie brakuje im w zasadzie tak wiele. "Nihilistic Vision" to płyta stanowiąca niemal gotowy wzorzec brzmienia dla współczesnego materiału, który po brzegi nasycony został klimatem lat ’80. Zaczyna się zabawnym intro, wyraźnie nawiązującym do rozpoczęcia "Hell Awaits", a dalej słuchacz otrzymuje smakowitą mieszankę Venom (bardzo dużo Venom), Sodom, odrobiny wpływów NWOBHM, Celtic Frost (to niech nikogo nie dziwi, ja wszędzie słyszę wpływy Celtic Frost), a nawet grania w rodzaju Carnivore.

Całość skomponowana z klasą i niemałym talentem. Kawałki mają ręce i nogi. I choć przeważnie utrzymane w szybszych tempach, są zarazem stosunkowo urozmaicone. Kiedy trzeba, znalazło się miejsce i na solówki (znakomite) i na zwolnienia. Szwedzi podeszli do tworzenia materiału w bardzo wystudiowany sposób, nie pozostawiając wiele miejsca na jakiekolwiek niedoróbki studyjne czy innego rodzaju fuck-up’y. Tak więc, w przypadku Die Hard cofnięcie się do lat ’80 nie obejmuje sfery realizacji nagrania czy nadmiernie luzacko-niedbałego wykonania, w czym przoduje część innych retro kapel. Może to i dobrze, choć z drugiej strony brakuje mi tu trochę punkowej wulgarności i nieokrzesanej brutalności, jakie w swoją muzę fenomenalnie wplótł na przykład Ravens Creed. Die Hard, mimo podobnych inspiracji (czyli Venom, jakby kto zapomniał) to jednak nieco inne granie, mniej spontaniczne i prostolinijne. Zabrakło też naprawdę przebojowych momentów (wyraźnie charakterystyczne kawałki w rodzaju "Into the Desolate Halls of Death", który oparty jest na bardzo nośnym motywie przewodnim, są jednak w mniejszości). Można było również spróbować pociągnąć dalej takie pomysły, jak wstęp do "I Am Possessed", bowiem w wersji ostatecznie zaprezentowanej na albumie sprawia on wrażenie doklejonego nieco na siłę. To jednak tylko drobiazgi, bo ogólnie rzecz biorąc "Nihilistic Vision" zdecydowanie daje radę.

Szymon Kubicki