Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Nothing But Hate

Nothing But Hate - Nowen

Nothing But Hate

Wykonawca:

Nowen

Gatunek:

Death metal

5 /10

Od dawna podejrzewałem, że Finlandia ma więcej zespołów niż mieszkańców. Na dodatek każdy z nich koniecznie chce pochwalić się światu swymi dokonaniami. Niestety, jak wiadomo, ilość nie zawsze idzie w parze z jakością. Nowen wraz z debiutanckim "Nothing but Hate" plasuje się gdzieś pośrodku skali.

Uszy nie więdną, ale kompletnie nic by się nie stało, gdyby album ten nigdy nie ujrzał światła dziennego. Nie wróżę mu nic ponad smutny los sieroty-przeciętniaka, o którym mało kto usłyszy i za którym mało kto zatęskni. Na marne pocieszenie można dodać, że podobna przyszłość czeka zdecydowaną większość wydawanych obecnie materiałów, niejednokrotnie wyraźnie lepszych od recenzowanego "Nothing but Hate".
    
Podobno Nowen istnieje przeszło dziesięć lat, jednak dyskografia chłopaków w żadnym razie tego nie dowodzi. W składzie mamy natomiast muzyków, którzy udzielają się między innymi w Waltari czy Slugathor. Z jednej strony może to wskazywać na spory rozrzut stylistyczny zainteresowań Finów, z drugiej - żadna z tych nazw nie nadaje się do opisania granej przez nich muzy. Nowen para się bowiem melodyjnym thrashem z domieszką death metalu (głównie za sprawą wokalu). Wielce to ekscytujące, wielce świeże i odkrywcze! Na szczęście, nie jest tak dramatycznie, jak można by się obawiać po odsłuchu otwierającego płytę (nie licząc "Intro") "The Sick Weakness", z pseudoprogresywnym, zupełnie niepotrzebnym zwolnieniem w środkowej części utworu. Szczęśliwie, to jedyna tak wyraźna wpadka. Dalej jest już lepiej, muzycznych uniesień jednak nie odnotowano. Ot, solidna rzemieślnicza robota. Słychać, że muzycy wiedzą, do czego służą instrumenty, choć okazuje się, że to za mało, by przekroczyć granice banału.

Krążek utrzymany jest w szybszych tempach. Czasem daje to nienajgorszy efekt ("Bleed, Suffer And Die"), częściej jednak proste jak budowa młotka perkusyjne galopady pozbawione są jakiejkolwiek głębi i rażą brakiem ciekawszego aranżu. Mimo to Nowen usiłuje urozmaicić materiał, wprowadzając na przykład gitarową instrumentalną miniaturkę "Sofia". A skoro już mowa o gitarach, nie mogło rzecz jasna zabraknąć solówek. Tutaj gitarzyści spisali się znacznie lepiej od garowego, przynajmniej starając się dopasować brzmienie instrumentów do ogólnego klimatu utworu. Zresztą, partie gitar, choć nie grzeszą szczególną oryginalnością, w moim przekonaniu ratują ten album. Zwraca uwagę choćby całkiem interesujące umieszczanie akustycznych fragmentów w kawałkach. Kapela pokusiła się też o ponad dziewięciominutowy, zapewne epicki w założeniu instrumentalny finał w postaci "From Time to Eternity". Z tym zadaniem Finowie także poradzili sobie jako tako. Generalnie, całość skomponowana została raczej zachowawczo. Zdecydowanie brak tu jakiejś iskry, impulsu, dzięki któremu "Nothing but Hate" mógłby stać się lepszym albumem. I jeszcze ta koszmarna okładka...

Szymon Kubicki