Kup Magazyn Gitarzysta

Eibon - Eibon

Eibon

Wykonawca:

Eibon

9 /10

Eibon to nieszczególnie oryginalna nazwa, która kojarzyć się może przede wszystkim z norwesko-amerykańskim tworem, równie gwiazdorskim (Satyr, Anselmo, Fenriz, Killjoy) co enigmatycznym, który nigdy nie zdołał zarejestrować choćby EPki (i pewnie nigdy już nie zdoła, przynajmniej nie w tym składzie). Prawidłowym skojarzeniem powinien być jednak Eibon, który pochodzi z Francji, nie tylko dlatego, że im akurat udało się zarejestrować minialbum, ale przede wszystkim przez to, że dwa składające się nań utwory stanowią porcję naprawdę znakomitego grania.

"Eibon" ujrzał światło dzienne jakiś czas temu, bo w grudniu 2008 roku, ale w drodze jest już pełnowymiarowy debiut zespołu, który, jeśli wierzyć słowom dowodzącego Aesthetic Death, ma ponoć zetrzeć w proch recenzowany krążek. Poczekamy, zobaczymy. Jestem skłonny dać kapeli spory kredyt zaufania, bowiem słyszę tu niesamowity potencjał. Zanim jednak będzie można sprawdzić to na własne uszy, warto przyswoić sobie pierwszy (nie licząc splitu z Hangman’s Chair) oficjalny materiał Eibon. Dwa utwory, zamknięte w 22 minutach wskazują na doom metal i to jest jak najbardziej trafny trop. Co więcej, chłopaki rodem z Paryża mają wyraźne inklinacje ku sludge, co - nie kryję - bardzo mi odpowiada. Generalnie "Eibon" idealnie trafia w moje muzyczne upodobania. Za takie właśnie granie skłonny jestem dać się pokroić. Dotąd podobnych dźwięków nie kojarzyłem z krajem roqueforta i bordeaux, choć przecież pochodzi stąd parę znakomitych doomowych bandów. Eibon to jednak nieco inna historia.

Nie jest łatwo jednoznacznie zaklasyfikować ich muzykę. Prócz wyraźnie słyszalnych sludge’owych, hipnotycznych walców, mocą dorównujących genialnemu Yob, a atmosferą choćby Cult of Luna (np. charakterystyczny motyw w okolicach 8 minuty "Asleep and Threatening") można tu wychwycić kilka innych elementów. Przewijają się tu bowiem również fragmenty bardziej tradycyjnego doomu, a także szczypta black metalu. "Eibon" to bardzo dojrzały materiał, skomponowany z rozmysłem i wyczuciem. Przede wszystkim, nie ma dłużyzn i jałowego męczenia, które donikąd nie prowadzi. Wszystkie elementy są ze sobą naturalnie powiązane, przyczyniając się do płynnego narastania napięcia oraz tworzenia doskonałego klimatu (np. moment około trzeciej minuty w "Staring at The Abyss" albo fragment pomiędzy siódmą a dziewiątą minutą tego utworu). Efekt to piorunująca i swoiście chwytliwa mieszanka. Podobny rezultat potrafią osiągnąć mistrzowie z wspomnianego wyżej Yob. Francuzi z klasą podążają tą ścieżką. Dodają jednak od siebie na tyle dużo własnych, indywidualnych akcentów, że już w tej chwili spokojnie można powiedzieć, iż - choć posługują się znanymi klockami - udaje im się stworzyć unikalną formułę tego rodzaju grania. Słucham, słucham, i mam tylko jeden zarzut pod adresem recenzowanego materiału - jest zdecydowanie za krótki. Aesthetic Death wiąże z Eibon więcej niż duże nadzieje i słusznie. Wierzę, że długograjem kapela potwierdzi swoją klasę. Na razie jest bardzo dobrze.

Szymon Kubicki