Uwielbiam ten band. Kiedy myślę o zespole grającym gitarową muzykę, o zespole nieskrępowanym artystycznie, poszukującym, nie dbającym o to, do jakiej szufladki muzycznej wrzucą go ludzie, to jednym z pierwszych, które przychodzą mi na myśl jest właśnie ta ekipa z Filadelfii.
Krótka to płyta, bo trwająca niewiele ponad 26 minut, a niemało się na niej dzieje. Kompozycyjnie jest bardzo prosta, nacisk położony został na aranżacje oraz wzbogacone poza standardowe gitary i perkusję instrumentarium. Trzeba przyznać, że czego by się nie tknęli, zamieniają w złoto. Nagrali 3 różne, znakomite albumy. Jeśli dodamy do tego świetne, osobiste teksty, otrzymujemy kompletną całość. Blacklisted nie kombinują, stawiają na bezpośredni przekaz.