Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Tree Of Lie

Tree Of Lie - Terminal

Tree Of Lie

Wykonawca:

Terminal

8 /10

Nie ulega większej wątpliwości, że każdy z nas ma jakiś swój gust muzyczny. Nie wszystkim może się podobać jedno i to samo i zazwyczaj tak nie jest. Część z nas podąża tylko i wyłącznie utartymi szlakami, część lubi poszukiwać i odkrywać nowe horyzonty. Jeżeli należysz do tych pierwszych, możesz spokojnie darować sobie dalszą część tekstu, jeżeli zaś nie - zapraszam do lektury.

Kompletne zero - tyle właśnie wiedziałem o zespole Terminal, kiedy w ręce wpadła mi ich płyta. Żeby było jasne, nie przeglądałem wcześniej żadnych informacji o grupie, nie wiedziałem kompletnie nic. Po prostu jakoś nigdy ta nazwa nie przewinęła mi się w moim muzycznym życiorysie. Oglądając uważnie okładkę, pierwsze czego się dowiedziałem to to, że jest to polska formacja. Jako, że nie pałam zbytnią sympatią do rodzimych wykonawców, mina już na samym początku trochę mi zrzedła. Ponadto nie wiem dlaczego, ale zarówno szata graficzna płyty jak i tytuły poszczególnych utworów nastawiły mnie z góry na granie z cięższej półki. Czas więc było skonfrontować przypuszczenia z rzeczywistością.

Intro. Bardzo klasyczne, można by nawet rzec klasyczne do bólu. Fortepian połączony ze skrzypcami, pod sam koniec w tle majaczy gdzieś perkusja, gitara, bas i klawisze. Od razu skojarzyło mi się to wszystko ze wstawkami niemieckiego Heaven Shall Burn. Bardzo podobne patenty. Pierwszym docelowym kawałkiem na płycie jest "After Life", który odkrywa już część kart przed słuchaczem. Wiadomo już od tego momentu, że mamy do czynienia z muzyką hardrockową z domieszką alternatywy tu i ówdzie. Utwór może także pochwalić się dozą cięższych ciętych riffów, a także solówką na klawiszach (często grane w formacjach Planet X i Dream Theater, które to są wymieniane wśród inspiracji Terminal). "Mind Destruction", kolejny na płycie, pokazuje z kolei siłę melodii, która jest bardzo charakterystyczna dla tego typu grania. Bardzo chwytliwy, można wręcz powiedzieć zachodni refren to główna siła napędowa tego numeru. Podobnie zresztą ma się rzecz w kawałku "Behind The Mask" (ciekawie zbudowany riff początkowy) jak i w "The Maze".

Na pierwszy singiel został wybrany utwór "Deep Inside", który zaczyna się całkiem fajną wstawką jazzową, co jest sporym zaskoczeniem. Myślę, że bez wątpienia można powiedzieć, że jest to kwintesencja tej płyty jeśli chodzi o pełen wachlarz zagrywek zaproponowanych słuchaczowi na tym wydawnictwie. Spokojny początek przechodzący w coraz mocniejsze uderzenie zakończone wolną wstawką. Nie jest to jednak utarty schemat, na którym zbudowana jest cała płyta, a przykładem w tym temacie są zdecydowanie utwory "Together Apart", "Evil Machine" i tytułowy "Tree Of Lie". Panowie nie boją się kombinować i poszukiwać, co zdecydowanie jest jakimś dodatkowym plusikiem jeśli chodzi o ogólną ocenę albumu.

Na koniec jeszcze o dwóch rzeczach. Pierwsza to brzmienie płyty. Muszę powiedzieć, że jeśli chodzi o rodzime wydawnictwa to zdecydowanie idziemy w dobrym kierunku. Instrumenty brzmią selektywnie, zwarcie. Po prostu zawodowo i konkretnie. Nie dziwi to jednak, bowiem po zagłębieniu się w profil każdego z członków formacji, dowiadujemy się, że żaden z nich nie jest samozwańczym muzykiem. Druga rzecz to wokal. Fajne jest w nim to, że jest dość zróżnicowany, przeważnie melodyjny, czasem ostrzejszy, wręcz krzyczący, niekiedy nawet rapujący. Jednym słowem dość urozmaicony. I nie przeszkadza, bynajmniej mnie, fakt, że wokalista Terminal swojego czasu udzielał się w jednym z bardziej znanych polskich boysbandów. Pokazuje to tylko, że muzycznie można się rozwijać i zdobywać kolejne doświadczenia na różnych polach, i że pomimo ciągłego szufladkowania z różnych stron można zacząć muzycznie robić coś innego i robić to na poziomie.

Podsumowując, płyta solidna, mieszana i skierowana raczej do otwartych fanów melodyjnych hardrockowych klimatów. Może nie za bardzo odkrywcza w wielu kwestiach, ale biorąc pod uwagę potencjalnego odbiorcę, myślę, że wszystko jest tu na swoim miejscu. Album podobno zbiera już dobre recenzje zarówno w Polsce jak i zagranicą tak więc pozostaje tylko życzyć chłopakom sukcesów na rynku, bo ta płyta ma potencjał i z pewnością może powalczyć o swoje miejsce także poza granicami naszego kraju.

Krzysztof Kukawka