Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Retribution

Retribution - Obscura

Retribution

Wykonawca:

Obscura

7 /10

Zapowiadana od pewnego czasu przez Relapse reedycja debiutu Obscura z 2006 roku w końcu stała się faktem. I bardzo dobrze, bo pierwotnie "Retribution" wydany został przez enigmatyczną Vots Records, której katalog obejmuje tylko ten jeden tytuł. Siłą rzeczy, zasięg pierwszego longplaya zespołu nie był więc szczególnie szeroki.

Przypuszczam w związku z tym, że nie jestem jedynym, który w pierwszej kolejności poznał wydany w ubiegłym roku "Cosmogenesis", a dopiero teraz ma okazję sprawdzić, jak Niemcy poczynali sobie w początkach kariery. Słychać wyraźnie, że radzili sobie całkiem nieźle, bo "Retribution" to wartościowy album, a przy tym zdecydowanie odmienny od swego następcy.
 
Okazuje się, że zespół nie od początku stawiał na instrumentalną ekwilibrystykę, ani też wcale nie zwracał się tak często ku dokonaniom pewnych kultowych kapel zza oceanu. Przede wszystkim zatem, choć daleko mu do surowej łupanki, nie jest to krążek tak dalece technicznie zakręcony, nie słychać tu również wyraźnych inspiracji Death, nie wspominając o Cynic. A wpływy te są przecież znakiem rozpoznawczym "Cosmogenesis". Do tego stopnia, że chwilami można odnieść wrażenie, iż muzycy pomylili inspirację z kopiowaniem. O ile więc pewne ślady tych pierwszych można odnaleźć choćby w "Alone", tak w kontekście recenzowanego materiału raczej nie pomyślałbym o tych drugich.

Może to nieco zaskakujące, ale właśnie na "Retribution" słychać więcej indywidualnego podejścia do komponowania niż na kolejnej płycie Obscura (choć trudno tu mówić o odkrywaniu Ameryki). Być może późniejsza stylistyczna wolta spowodowana została tym, że z obecnego składu jedynie wokalista Steffen Kummerer brał udział w nagrywaniu "Retribution". Najwyraźniej, dołączenie do zespołu wymiataczy z Necrophagist oraz basisty Thesselinga pchnęło zespół na nowe tory. Rzecz jasna, już na debiucie Obscura nie zaniedbywała solówek, czasem - jak w "Humankind" czy "Unhinged" - nadając im znakomite, wykręcone brzmienie. To właśnie w takich momentach najbardziej słychać progresywne zapędy Niemców. W "Hymn to a Nocturnal Visitor" znalazło się nawet miejsce dla smyczków (choć nie jestem do końca przekonany, czy tu akurat był to zabieg konieczny), w paru innych pojawiają się także nienajgorzej użyte czyste wokale. "Retribution", zwłaszcza na tle raczej jednolitego "Cosmogenesis", sprawia wrażenie bardziej urozmaiconego, a zarazem prostolinijnego materiału. Melodyjne czy progresywne partie sąsiadują tu z typowym rytmicznym młóceniem, chwilami osiągającym niemal blackową intensywność, choć zespół nie pozwala sobie na zbyt długie galopady. Nie można tu przy okazji nie wspomnieć o nieciekawym brzmieniu perkusji, trochę zbyt sztucznym i striggerowanym. Rezygnacja z tego zabiegu nadałaby całości więcej soczystości.

Oryginalnie krążek kończył się coverem Death "Lack of Comprehension". Trudno znaleźć lepszego kandydata do przeróbki. Obscura wyszła z tego obronną ręką, nie pozwalając sobie na żadne odstępstwo od oryginału i zachowując odpowiedni klimat utworu. Reedycja zawiera dodatkowe dwa cudzesy w postaci "Synthetically Revived" Suffocation oraz "God of Emptiness" Morbid Angel. Pierwszy kawałek w gruncie rzeczy daje radę, choć nie udało się odtworzyć (zespół chyba nawet nie podjął tej próby) charakterystycznego brzmienia Suffo. Za to wokalista, na wzór Franka Mullena, zagrowlował znacznie głębiej i to zdało egzamin. Niestety, "God of Emptiness" brzmi trochę jak szkolna wprawka do niedoścignionego wzorca. Formalnie niby nie jest źle, ale generalnie nie ten ciężar, nie ten klimat. Słychać, że akurat nie w tego rodzaju dźwiękach Obscura czuje się najlepiej.

Reedycja została obdarzona nową okładką, która kosmicznym charakterem nawiązuje do drugiego albumu. O tyle mnie to nie dziwi, że oryginalnego obrazka do szczególnie udanych zaliczyć nie można. Podsumowując, pomimo oczywistych zalet materiału, ocena "Retribution" musi być jednak niższa niż "Cosmogenesis". Choć na drugim albumie Obscura daleko zapędziła się w swych inspiracjach, paradoksalnie (zapewne przez sentyment) traktuję to jako zaletę. Tak czy owak, recenzowany krążek stanowi idealne dopełnienie muzycznego obrazu zespołu, dlatego na pewno wart jest uwagi.

Szymon Kubicki