Łączenie stylów w bluesie to ryzykowna sprawa. Świeży powiew nowoczesności, wpuszczany w zasuszone ramy archaicznych brzmień, okazuje się często niesmacznym daniem, efektem bezsensownego dobierania ze sobą różnych składników. Są jednak tacy artyści, którzy potrafią tego uniknąć, łącząc sprytnie w swojej muzyce tradycję z nowoczesnością. Do nich bezsprzecznie zaliczyć trzeba Boo Boo Davisa.
Ostatnia płyta omawianego tu artysty, to istny amalgamat brzmień. Niby całość utrzymana w rytmach elektrycznego Chicago, a już od pierwszych dźwięków orientujemy się, że ten wychowany na plantacji bawełny muzyk nie przespał ostatniego półwiecza. Od zapomnianej już tradycji ekspresyjnego śpiewania shouterów z połowy wieku, przez fusion-rocka, aż po niemal współczesne elementy punk-bluesa - to wszystko mieści w swoich nagraniach Boo Boo Davis.