Kup Magazyn Gitarzysta

Magi - RE123+

Magi

Wykonawca:

RE123+

Gatunek:

Post-rock

9 /10

Re123+ to jeden z tych setek zespołów, co do których można założyć, że działając gdzieś na obrzeżach szeroko pojętej sceny, prawdopodobnie nigdy nie zdołają zwrócić na siebie należytej uwagi otoczenia. Nie mówiąc już o jakiejkolwiek tzw. popularności. Pozostaje mimo wszystko mieć nadzieję, że jednak jestem w błędzie.

Może jakimś cudem zespołowi trafi się choć minimalna porcja kultowości, w końcu niektórym twórcom tego rodzaju grania udało się to bez pudła. Zwłaszcza, że drone’owe dźwięki, w połączeniu z niecodziennie brzmiącą nazwą oraz nieodzowną aurą tajemniczości, w dobie bezkrytycznego uwielbienia dla takich projektów jak choćby Sunn O))), stanowią potencjalny przepis na niszową przynajmniej kultowość. Nawet kraj pochodzenia - Białoruś - może okazać się tu atutem, przydając całości nieco egzotycznego posmaku. Na pewno w każdym razie na nic by się to wszystko zdało, gdyby Re123+ nie miało nic interesującego do zaoferowania. A ma, i to więcej, niż można by oczekiwać po formalnych debiutantach. "Magi" bowiem, wydane nakładem BadMoodMan Music, to pierwszy oficjalny materiał zespołu.

Bazą muzyki kapeli jest zatem drone, bardzo umiejętnie połączony z post rockiem. Daje to znakomity, świeży efekt, słyszalny szczególnie dobrze w blisko trzydziestominutowym "Way to the Son", rzuconym słuchaczowi na samym początku albumu. Kto przetrwa starcie z tym kawałkiem, dalej czeka go już tylko jazda z górki. Zaczyna się od drone’owych gitar (w składzie nie ma basisty), a po pewnym czasie dołącza delikatny podkład perkusyjny oraz... akordeon. Jeżeli dotąd nie wyobrażaliście sobie rzeczonego instrumentu wykorzystanego do tworzenia podobnej muzy, to koniecznie sprawdźcie "Magi". Okazuje się bowiem, że akordeon to prawdziwa drone’owa bestia. Oczywiście, miałem już okazję słyszeć ten instrument w doom metalu, choćby w Monolithe, ale Re123+ robi to w swój własny, całkiem odmienny sposób, używając go przede wszystkim do odgrywania pojedynczych, przeciągniętych dźwięków. Dla wykreowania odpowiedniej atmosfery nie bez znaczenia jest także wokal (choć w booklecie nie podano, kto za niego odpowiada). Tak czy owak, barwa jego głosu przypomina nieco Brendana Perry’ego, choć nie ma tu mowy o typowym śpiewie. Tak jak nie ma mowy o typowej piosence. Partie wokalne, budzące skojarzenia przede wszystkim z rodzajem tradycyjnych, ludowych zaśpiewów, pełnią tu rolę jedynie instrumentu, który znakomicie uzupełnia drone’ową warstwę płyty. W dalszej kolejności pojawia się plumkająca gitara, a z nią elementy post rocka i kojące, nostalgiczne melodie. Ogólnie rzecz biorąc, mimo pozornego braku akcji, w "Way to the Son" dzieje się naprawdę sporo. Re123+ osiąga efekt, który mógłby powstać, gdyby z muzyki Cult of Luna wydestylować najspokojniejsze momenty, a następnie połączyć je z drone’ową monotonią.

Jakby tego było mało, w kolejnym "Three in a Desert" do głosu dochodzą prawie wyłącznie instrumenty perkusyjne, uzupełnione krótkimi wejściami gitary, które od połowy utworu osiągają niemal noise’owy brud i intensywność. Trzecia i ostatnia kompozycja "Gold, Ladan, Mirra" (tytuły wszystkich utworów budzą dość jednoznaczne skojarzenia) to już właściwie niemal czysty post rock. Przynajmniej, jeśli chodzi o charakterystyczny klimat, bo trudno mówić tu o jakiejś konkretnej melodii. Raczej o zapętlonej ambientowej plamie. Ciekawy efekt daje też wykorzystanie jako podkładu jedynie perkusyjnych talerzy.

W porównaniu z wieloma innymi drone’owymi projektami, muzyka Re123+ jest zdecydowanie bardziej przystępna (oczywiście tylko wówczas, gdy słuchacz wykazuje tolerancję dla przykładowo ośmiu minut odgrywania kilku tych samych gitarowych dźwięków) i ani przez moment nie nuży. Białorusini chcieli osiągnąć zupełnie inny efekt i w pełni im się to udało. Ich łagodnie płynąca muza przeszywa smutkiem i napełnia melancholią. Taki rezultat to także zasługa doskonałej, krystalicznie czystej produkcji. Słychać każdy pojedynczy dźwięk, brzdęknięcie struny czy uderzenie talerza, każde westchnienie wokalisty i każdą sekundę ciszy. W połączeniu ze świetną oprawą graficzną, "Magi" trafia do mnie w całości. Pełna rekomendacja.

Szymon Kubicki