Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Under Dead Skin

Under Dead Skin - Empty Playground

Under Dead Skin

Wykonawca:

Empty Playground

Gatunek:

Death metal

2 /10

Po Empty Playground spodziewałem się więcej. "Under Dead Skin" zapowiadał się na bezkompromisowy, odważny debiut. A wyszło jak wyszło. Empty Playground ze swoją pierwszą dużą płytą powiększa listę zespołów, które ani ziębią ani grzeją...

W zapowiedziach muzycy odważnie zapowiadali materiał łączący death metal, grindcore z nutką nowoczesnych rozwiązań spod znaku Slipknot. Teoretycznie nawet im to wyszło. Na "Under Dead Skin" dostajemy szereg brutalnych kompozycji poprzetykanych interludiami, które niosą ze sobą śmierć metalową moc i parę nowomodnych rozwiązań. Sęk w tym, że zaiste ledwie parę. Industrialne wstawki spod znaku "Techno Berlin Reactor" wycięte rodem z przełomu wieków czy brzmienie werbla a'la "Iowa" to troszkę za mało. Daniem głównym na debiucie Empty Playground jest perfekcyjnie miałki i nudny death metal jakiego nie tylko na światowej ale i polskiej scenie pełno.

Fani death metalu oczywiście znajdą tu coś dla siebie. Mamy tutaj mnóstwo grubo ciosanych gitar, pełno zrywów i przyspieszeń, kompozycję potrafią szarpnąć, ale... No właśnie, ale nudzi to niesamowicie. Empty Playground ma tylko przebłyski. Utwory zlewają się w jedną przydługą masę sztucznie zbrutalizowanych dźwięków. Po prostu po raz kolejny muzycy nie pokusili się na wyjście poza schemat. Znów dostajemy perfekcyjny death metal dla przewrażliwionych. Nie jest za brutalnie (broń Boże blasty dłużej niż przez parę sekund), niekiedy jest melodyjnie, brak chęci pokazania czegoś nowego... Po nowych, głodnych młodych wilkach można było oczekiwać pokazania pazura, no ale cóż młodzież dzisiejsza jaka jest każdy widzi. I jeszcze te teksty i wizerunek muzyków... Przestało mnie to śmieszyć lata temu, choć pewnie image umazanych w krwi psychopatów przypadnie paru nadwrażliwym gimnazjalistą do gustu. I jeszcze te wstawki próbujące budować chory klimat... Ostatnio Beissert bez żadnych sugestywnych do bólu trików potrafił zjeżyć mi włoski na karku, tutaj, cóż, przynajmniej parę razy ożywiłem się słuchając tej płyty, by przyjąć pozycję znaną jako "facepalm".

Ciężko mi naprawdę napisać coś więcej ponad to co już napisałem. Ktoś lubi w kółko katować się mało odkrywczym death metalem, ma kolejną okazje. Ja szukam czegoś nowego. Plus chyba tylko za udane brzmienie... Aha, ekstrema powinna być ekstremalna, więc czemu przysypiałem słuchając "Under Dead Skin"? Słabo, źle, do kitu.

Grzegorz Żurek