Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Full Of Hell

Full Of Hell - Howl

Full Of Hell

Wykonawca:

Howl

8 /10

Ciężki jest los wytwórni płytowych, zwłaszcza tych bardziej niszowych. Przytula taka zespół zabłąkany gdzieś na poboczach sceny, gotowa mu nieba przychylić i na każde życzenie ptasie mleczko serwować. A ten, niewdzięczny, kiedy tylko wypłynie na szersze wody, rychło puszcza w niepamięć starania swego dobroczyńcy i rzuca się w ramiona innej, większej, zamożniejszej. Żmudną robotę trzeba więc zacząć od nowa, by nie przeoczyć wartościowego młodego narybku, nim ten wpadnie w sieci konkurencji.

Z takimi bolączkami boryka się choćby Relapse Records, której największe gwiazdy, jak na przykład swego czasu Mastodon, czy ostatnio High on Fire, po okresie owocnej współpracy decydują się na poszukiwanie szczęścia gdzie indziej. Amerykanie nie ustają jednak w wysiłkach i systematycznie prezentują słuchaczom krążki kolejnych młodych gniewnych. Jednym z nich jest debiutancki "Full of Hell" niejakiego Howl właśnie. Przechodząc od razu do konkluzji, bardzo zacna to płyta. Niby nic wielce oryginalnego czy rewolucyjnego, ale młóci i zgniata aż miło. Do tego Howl robi to tak fachowo, jakby młócił i zgniatał od co najmniej dekady. I to na trzy zmiany. Nie ma tu miejsca na chałturę. Całość jest przemyślana, spójna i mocna niczym żelbeton. Muzyczny fundament kapeli oparty został na surowym, sludge’owym ciężarze, który jednak wyposażony jest również w sporą dozę punkowego, obskurnego brudu oraz delikatną szczyptę deathmetalowych wibracji. Taka mieszanka zawsze była, jest i będzie bliska memu sercu. Ponadto, znalazło się miejsce dla swoistej chwytliwości i melodii, na szczęście dalekiej od radiowych trendów. Słuchając "Full of Hell" chwilami trudno usiedzieć w miejscu, choć szczególnie szybkich temp Amerykanie raczej nie serwują.

Konglomerat wszystkich najlepszych cech materiału został umiejętnie podrasowany dzięki  świetnej produkcji - czystej, a zarazem naturalnej, odpowiednio surowej oraz nie noszącej znamion plastiku. Gęsto chodząca perkusja wyciągnięta do przodu, świetne brzmienie talerzy, ładnie pracujący bas, a kiedy trzeba - odpowiednio uwypuklona partia gitary. Przykładem takiej realizacji materiału niech będzie choćby znakomity "You Jackals Beware". Trudno zresztą wyróżnić tu szczególnie jakiś konkretny utwór, album najlepiej rozgryzać w całości. Warto także zwrócić uwagę na okładkę, której stylistyka może nieco przypominać covery płyt Mastodon czy innych kapel z tego gatunku.    

Bez wątpienia, Howl ma bardzo duży potencjał. Takich płyt jak "Full of Hell" nie nagrywa się przez przypadek. Czas pokaże, czy chłopaki potrafią go wykorzystać. Jeśli o mnie chodzi, śmiem twierdzić, że w przyszłości mogą rozkwitnąć w równie doskonałym stylu, co Kylesa. Na razie jest bardzo dobrze.

Szymon Kubicki