Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / The Guessing Game

The Guessing Game - Cathedral

The Guessing Game

Wykonawca:

Cathedral

Gatunek:

Doom metal

8 /10

Szczerze mówiąc nie sądziłem, że Cathedral jest jeszcze w stanie muzycznie czymś mnie zaskoczyć. Wydawałoby się, że po nagraniu znakomitego "The Garden of Unearthly Delights", świadczącego niezbicie o zwyżce formy zespołu, rozsądniej będzie powtórzyć sprawdzoną receptę. Wygląda jednak na to, że Lee Dorrian wciąż odczuwa potrzebę muzycznych poszukiwań. Zapewne też nadal uważa, że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, nawet jeśli w wykonaniu Cathedral nie jest to aż tak wyraźne.

Pobieżny kontakt z twórczością Anglików mógłby sugerować, że Cathedral przez całą karierę tworzy wariację na temat jednego utworu. Nic bardziej błędnego, bowiem w obrębie obranej stylistyki zdarzały się im także rozmaite wolty, czego przykładem niech będzie choćby "Endtyme". Także "The Guessing Game" można podciągnąć pod tę tezę, bo myślę, że zaproponowana przez kapelę tytułowa zabawa w zgaduj-zgadulę może wprawić w konfuzję niejednego słuchacza. Oczywiście, wciąż mnóstwo tu patentów sprawdzonych na poprzednich płytach, jak w "Painting in the Dark", który przywodzi na myśl kawałki z "The Ethereal Mirror". Wspominam o tym właśnie materiale, gdyż radosna, jasna atmosfera najnowszego albumu (a przede wszystkim jego pierwszego krążka) nieco mi go przypomina, choć nie da się ukryć, że nie ma tu przebojów porównywalnych z "Ride" czy "Midnight Mountain". Siłą rzeczy mniej tu zatem elementów charakterystycznych dla Celtic Frost, których inkorporację z dużym entuzjazmem odnotowałem na poprzednim albumie. Słychać je jednak na przykład w "Requiem for the Voiceless", ciekawym kawałku, gdzie można odkryć nawet pewne odniesienia do debiutu (nie tylko, jeśli chodzi o jedyne w swoim rodzaju fałsze wokalisty).

Choć wycieczki w przeszłość to w przypadku Cathedral żadna nowość, tym razem ekipa pod wodzą Dorriana cofnęła się w czasie dalej niż kiedykolwiek wcześniej. W rezultacie powstała płyta odmienna od dotychczasowych, zaskakująca, jednocześnie jednak nie do końca spójna, chwilami wręcz dziwaczna. Nowa jakość, czy raczej zniżka formy? Trudno mi na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć.

Przede wszystkim Anglicy tak bardzo wczuli się w rolę czasobandytów, że wzorem wielu zespołów z lat ’60 i ’70 nagrali podwójny album. Podział materiału na dwa krążki wynika przede wszystkim z przyjętej konwencji (wydaje się, że albumy skrojone są pod czas trwania winyla) niż rzeczywistej objętości materiału. W tamtym czasie niemal każdy zespół pragnął mieć w dyskografii podwójny album. Wystarczy wymienić The Beatles, The Rolling Stones, Hendrixa, Led Zeppelin, The Who, ale także Yes czy Genesis. Był to swoisty symbol przynależności do elity. A przy okazji, wiele z tych wydawnictw do dziś uchodzi za dzieła kluczowe w twórczości danego artysty. Trudno oprzeć się wrażeniu, że podobnie myślał Dorrian, decydując o wydaniu "The Guessing Game" w takiej właśnie formie. Poza tym, nie ma mowy o skutecznym odniesieniu do psychodelicznej przeszłości bez użycia sitara. Mieli go przecież Beatlesi czy Stonesi. A zatem jest i sitar, a prócz niego skrzypce, altówka i flet.

Obydwa krążki dość wyraźnie różnią się od siebie. Nie jest to może różnica fundamentalna, ale przyznam, że wolę słuchać ich oddzielnie. Poważniejszy, cięższy i nieco mocniejszy, a przede wszystkim klasycznie cathedralowy jest ten oznaczony numerem 2. Tu znajduje się choćby najbardziej przebojowy "The Casket Chasers" (mus na koncerty), czy wspomniany "Requiem for the Voiceless". Z drugiej strony, koniecznie warto zwrócić uwagę na znakomitą końcówkę "The Running Man" - takich elementów nie było wcześniej w muzie zespołu. Znacznie cięższy orzech do zgryzienia stanowi krążek pierwszy. Otwierający go "Immaculate Misconception" wali po uszach fragmentami niczym z kreskówki. Podobnie rzecz ma się z psychodelicznymi "Funeral of Dreams" czy "Cats, Incense, Candles & Wine", które brzmią momentami, jakby powstały 40 lat temu. Instrumentalny "The Guessing Game" z dźwiękami fletu (a jak flet, to i skojarzenia z Jethro Tull), nadającymi folkowy, vintage’owy posmak, także na odległość pachnie dawnymi czasami. W takich momentach mam wrażenie, że Dorrian bardzo zasłuchał się się w Circulus, zespole ze swojej wytwórni. Dla odmiany jednak i ten krążek ma swój koncertowy pewniak w postaci wspomnianego "Painting in the Dark".

Generalnie "The Guessing Game" jest niezwykle wręcz kolorowy. Skrzy się feerią barw i dźwięków, które w pełni odkrywa się dopiero po paru przesłuchaniach. To materiał przeznaczony do wsłuchiwania się, powolnego rozsmakowywania w dźwiękach. Trudno nie docenić pracy, jaką muzycy włożyli w staranne wycyzelowanie każdego z kawałków. Mimo to, choć "The Guessing Game" trzyma cathedralowy poziom, jest jednak słabszy nie tylko od najlepszych dokonań kapeli (dwójka, trójka i epki), ale także od ostatniej płyty. Nie wydaje mi się też, by album ten stał się materiałem przełomowym w dwudziestoletniej już karierze zespołu. Być może, niczym twardogłowy fan, oczekiwałem płyty wypełnionej utworami w rodzaju "The Casket Chasers". Dostałem trochę co innego, ale obrażać się i strzelać fochów nie zamierzam.

Szymon Kubicki