Za EA stoją wielce tajemniczy muzycy. Ukrywają swą tożsamość, a wytwórnia twierdzi nawet, że nie zna ich narodowości. Być może porozumiewa się więc z zespołem za pomocą medium, a ewentualne przelewy wysyła na sekretne konto na Kajmanach. Wszystkowiedząca internetowa metal-encyklopedia podaje z kolei, że EA pochodzi z Rosji, co, zważywszy na miejsce siedziby Solitude Productions, może mieć sens.
Głowy w każdym razie nie dam, bo jeszcze może mi się przydać. Zresztą, tyle tu tajemnic, że nie można wykluczyć, iż kapela powstała z inspiracji tajnych służb, a prawdziwy cel jej działania znany jest tylko wąskiej grupie wtajemniczonych. Aż się prosi o komisję śledczą. Tak czy owak, z bookletu zarówno tej, jak i poprzedniej płyty wiadomo (choć może to tylko zasłona dymna skrywająca prawdziwe zamiary zespołu), że EA opiera się na sakralnych tekstach starożytnych cywilizacji, które powstały w martwych językach i odtworzone zostały w wyniku badań archeologicznych. Pachnie to wszystko jakąś masonerią, a przynajmniej tajnym stowarzyszeniem znudzonych studentów archeologii.