Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Cold Day Memory

Cold Day Memory - Sevendust

Cold Day Memory

Wykonawca:

Sevendust

8 /10

Fanem nu-metalu nigdy nie byłem. Jakoś tak ani Ill Nino, Korn jak i inne Sevendusty do mnie nie przemawiały. W sumie nic w tym złego, kto miał tego słuchać słuchał, a nawet słucha po dziś dzień, lecz tym razem nawet i ja choć nieśmiale, to jednak podniosę łapkę do góry i powiem, że Sevendust na uznanie zasługuje. A jakże. Powód by wznosić peany na ich cześć jest aż dwanaście, a tętnią one wszystkie własnym, pogodnym, czasem całkiem mocnym życiem.

A może jednak rytmem? Przyznaję, że pomimo braku prawdziwej agresji, ja ten album bardzo, ale to bardzo mocno polubiłem. Głównie za sprawą wokali czarnoskórego wokalisty, masy fantastycznych rozwiązań rytmicznych (groove metal górą!), oraz melodii niejednokrotnie kłaniających się dokonaniom nawet In Flames jak i innych mniej lub bardziej ciekawych formacji. Nie no, tak czy owak gdy mówimy, a raczej piszemy o kondycji Sevendust anno domini 2010 należy wszem i wobec obwieścić, że mamy do czynienia z tworem posiadającym własną tożsamość, który bardzo zgrabnie dopasował się do aktualnych trendów w muzyce - zachowując przy tym własną, nieskalaną twarz i obok nowej pozycji w dyskografii Godsmack jest w stanie co najmniej namieszać na tej "popularniejszej" muzycznej scenie. Hiciorów tu nie mało - począwszy od singlowego, singalongowego "Unraveling" (istna perełka) przez mocarny "Forever Dead" po niezwykle bujający "Strong Arm Broken". Nie no, rozkładanie "Cold Day Memory" na czynniki pierwsze mija się z celem, bo to krążek bardzo spójny, choć bogaty w dźwięki zdecydowanie różnorodne. Czasem odnosi się wrażenie jakoby się słuchało zgoła odmiennych kapel naraz, nic jednak bardziej mylnego.

Nie słucham takich rzeczy na co dzień, ale "Cold Day Memory" traktuję jako naprawdę fajną odskocznię od blastów, breakdownów i wszystkich tych core'owych elementów, których na ogół nie lubicie. Hah. Nawet solówki Clinta Lower'yego mi się podobają. Nie jest ich zbyt wiele, ale dodają dobrego posmaku niemalże wszystkim kompozycjom na albumie. Atutem krążka jest jednak wokalista i perfekcyjne brzmienie. Cholera jasna, od tych czystych (a czasem nawet krzyczanych, zadziornych) wokali łatwo uwolnić się nie da. Fani Five Finger Death Punch, Ill Nino, Godsmack i innych - miejcie ten album na uwadze! "Korofcy" również, a co tam - niech też posłuchają.

Grzegorz "Chain" Pindor