O niemiaszkach z Heaven Shall Burn praktycznie napisano już wszystko co możliwe, i to mniej więcej podobnie tak jak w przypadku legendy death metalu Bolt Thrower - wyłącznie w superlatywach. Oczywiście, o ile ktoś jest obeznany w temacie melodyjnego death metalu/metalcore'a, a nawet deathcore'a. Tak czy siusiak Heaven Shall Burn wraz z Caliban, Maroon i Deadlock to ostoja teutońskiej sceny współczesnego metalowego łojenia i jeszcze długo, ale to długo z tego ich "tronu" nikt ich nie zrzuci.
Przyznam się, że od "Deaf to our prayers" (bodaj najlepszego ich krążka, tak - lepszego od "Antigone") jaram się nimi niemiłosiernie, a ich występ na zeszłorocznej edycji Masters of Rock w Czeskich Vizovicach dobitnie rozdziewiczył moje bębenki w malutkich uszach i dał do zrozumienia, że królestwo ciężaru umiejscowione jest dokładnie tam gdzie "niebo powinno spłonąć".