Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Behind The Blackest Tears

Behind The Blackest Tears - Kingdom Of Sorrow

Behind The Blackest Tears

Wykonawca:

Kingdom Of Sorrow

9 /10

Do tej kolaboracji musiało dojść. Jasta biegał po scenach w koszulkach Crowbar, a Windstein (Crowbar/Down) pozował do zdjęć w koszulkach Hatebreed. I stało się. W 2008 roku, nakładem Relapse, ukazała się pierwsza płyta projektu o nazwie Kingdom of Sorrow. Muzycy postanowili kuć żelazo póki gorące, szybko uwinęli się z materiałem na ‘dwójkę’, a przecież w ubiegłym roku Jasta nagrywał także nową płytę ze swoją macierzystą ekipą (Hatebreed), więc na brak zajęć raczej nie narzekał.

Tych, którzy czekają na nowy materiał Crowbar, jak również tych, którzy poczuli się nieco rozczarowani ostatnią propozycją Hatebreed, ta płyta bez wątpienia zadowoli. Muzycznie jest to wypadkowa pomysłów znanych z płyt wcześniej wspomnianych bandów, ze wskazaniem na Crowbar. Wokalnie rządzi Jasta, czasem oddając mikrofon frontmanowi z Luizjany - Kirkowi Windsteinowi.

Crowbar zamilkł na zbyt długi czas po wydaniu Lifesblood for the Downtrodden, i byłby to czas nie do zniesienia, gdyby nie wydanie ‘jedynki’ KoS, a teraz wreszcie "Behind The Blackest Tears". Mamy tu wszystko, co lubimy w muzyce Crowbar, okraszone zagrywkami znanymi z płyt Hatebreed. Na pierwszej płycie tego projektu jeszcze nie wszystko funkcjonowało jak należy, miejscami aż za bardzo przypominało to zwykły składak elementów muzyki Crowbar oraz Hatebreed. Teraz ich granie ma już własny charakter i brzmi bardziej spójnie. Wszystko utrzymane jest raczej w niespiesznych lub średnich tempach. Jasta również popracował nad sobą i teraz jego wokale wyraźnie lepiej komponują się z muzyką Windsteina. Ten ostatni, trzeba przyznać, wykreował masę znakomitych tematów. Niektóre riffy wręcz powalają, zarówno te dostojne, smutne, wolne i piękne, jak i proste, bezpośrednie hardcorowe uderzenia. Siłą albumu nie jest oryginalność, elementy są znane. Na płycie tej można po prostu znaleźć naprawdę dobre numery. Nie sposób trafić na słabszy moment. Mam tylko nadzieję, że Windstein nie wyeksploatował się z ciekawych pomysłów, bo wkrótce wchodzi do studia rejestrować nowy materiał na płytę Crowbar.

Lubicie sludge, lubicie southern metal, lubicie hardcore - ta płyta jest dla was. Reszta niech idzie słuchać Lady Gagi. To jest granie dla mężczyzn, nie chłopców. I nie rońcie czarnych łez, to zbędne. Powiem wam od razu, co się za nimi kryje - dobra muzyka.

Sebastian Urbańczyk