Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Proprioception

Proprioception - And Hell Followed With

Proprioception

Wykonawca:

And Hell Followed With

Gatunek:

Deathcore

8 /10

Jej! To Ci dopiero niespodzianka. Drugi w karierze krążek amerykanów z And Hell Followed With to (jak dla mnie oczywiście) jedna z największych niespodzianek tego roku. I nie dlatego, że AHFW gra umownie deathcore, a dlatego, że death metal jeszcze nie umarł, a takie zespoły przywracają wiarę w potęgę tego gatunku.

Oczywiście puryści będą się zachwycać holenderskim Hail of Bullets, jak i dziesiątkami skandynawskich zespołów, o których ja co najwyżej gdzieś poczytałem, czego wcale nie traktuję jako błąd, po prostu przemiał jest tak duży, iż nawet jakbym chciał to bym nie ogarnął, a jak już to śledzę jedynie niezliczone projekty Christiana Alvestama, byłego wokalisty Scar Symmetry. Tak też, mówiąc literacko, tu i teraz And Hell Followed With zaskoczyło mnie niezmiernie miło, mile łechcąc me małżowiny uszne świeżym podejściem do śmierć metalowej sztuki.

Blasty oczywiście sypią się jak z rękawa, właściwie to w głównej mierze na nich bazuje twórczość And Hell Followed With, aczkolwiek pomimo takiej nawałnicy perkusyjnego łomotu partie bębnów da się nawet zapamiętać, co więcej można się nimi też pozachwycać (szczególnie podoba mi się groove przed i w trakcie breakdownów). Sekcja rytmiczna w tym zespole jest świadoma swoich umiejętności I nawet basiście pozwolono na odrobinę szaleństwa co im się bardzo chwali (choć jakby nie patrzeć przy takim skomasowaniu dźwięków bas po prostu selektywny być musi). Gitarowym wystawiam laurkę, i nie za riffy w stylu Whitechapel/Morbid Angel (dziki miks, prawda?) a za doskonały balans pomiędzy agresją, feelingiem a chętnie eksponowaną melodią. Tej ostatniej jest całkiem sporo co zdecydowanie odróżnia ich od wiernych mniej lub bardziej kopii Whitechapel. Ale co ja gadam, And Hell Followed With swą "dwójeczką" kasuje nowe dzieło wyżej wymienionej grupy, ba - zmiata również Oceano - zespół bodaj jak dla mnie trzech, no dobra czterech utworów (nie żeby nie grali jakoś na poziomie, ale jednak to prawda). Żeby było śmieszniej wokal And Hell Followed With potrafi drzeć się z manierą podobną do czarnoskórego Adama z Oceano, a nawet podobnie do koleżków z Molotov Solution oraz Chelsea Grin.Cholera, właściwie to można by rzec, iż ten typek jest po prostu uniwersalnym deathcore'owym wokalistą, który z łatwością wpasowałby się w szeregi wyżej wymienionych grup - na szczęście tak się jednak  nie dzieje. I bardzo dobrze. Frontman AHFW w swym macierzystym zespole sprawdza się wyśmienicie, niezależnie czy burczy, charczy, growluje, krzyczy, próbuje czysto zaśpiewać, przypomina świnie - jegomość Nick Holand jest dokładnie na swoim miejscu, tam gdzie ma być.

Dodam jeszcze tylko, że album wieńczy piękny, krótki utwór instrumentalny który elegancko odświeża słuchacza i daje mu sygnał by za chwilę wcisnął przycisk repeat. Na koniec słów kilka o obrazku zdobiącym ten krążek. Od dawna, bardzo dawna wręcz nie widziałem tak ZAJEBISTEGO frontu utrzymanego w stylistyce gore, w dodatku z miejsca nadającego się na bluźnierczy tatuaż na plecach. Goście w Earache podpisując z nimi deal krótko mówiąc mieli nosa. Aż im go zazdroszczę.

Grzegorz "Chain" Pindor