Trochę dziwią mnie reakcje moich znajomych na odbiór "Deep Blue". Wszyscy gorączkowo wyczekiwaliśmy tego krążka, tak też oczekiwania były co najmniej wygórowane. Jedni, tak jak i niżej podpisany entuzjastycznie podeszli do wizji zmiany stylu, albo po prostu grania nieco "progresywniej". Wpuszczone w eter singlowe "Unrest" (mój zdecydowany faworyt od blisko 9 miesięcy, dokładnie od momentu gdy grają go na koncertach) oraz "Sleepwalker", prawdopodobnie najbardziej "nośny" numer z całej płyty zdecydowanie podgrzały atmosferę.
Teraz, jeszcze przed oficjalną premierą część z nas zarówno fanów, słuchaczy jak i dziennikarzy ma już "dostęp" do albumu. I cóż, pomijając już fakt "wypożyczania" albumów z Internetu, odnośnie "Deep Blue" pojawiają się bardzo, ale to bardzo skrajne opinie, w głównej mierze negatywne wśród rodzimej części publiczności. A to dziwne, bo nie chce mi się wierzyć, że wciąż "Killing with a smile" to jedyne dobre i epokowe dzieło jakie nagrali, a tym bardziej nie dowierzam tym, co tak śmią (wciąż) twierdzić. Co więcej, z pobłażaniem patrzę na zarzuty, iż jeżeli mówi się (a mówi się i pisze) o tym, że Parkway Drive "niby" dojrzało, to jest się głuchym, a Ci co uważają nagrane solówki za dobre, powinni raz na zawsze pójść do kąta i z niego nie wracać. Ano głupie to i smutne, bo klapki na oczach jak widać dotyczą już nie tylko fanów Slayer i Iron Maiden, ale nawet małych metalcore'owych formacji. Toć to jakaś kpina i kiepski żart jest.