Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Deep Blue

Deep Blue - Parkway Drive

Deep Blue

Wykonawca:

Parkway Drive

Gatunek:

Metalcore

9 /10

Trochę dziwią mnie reakcje moich znajomych na odbiór "Deep Blue". Wszyscy gorączkowo wyczekiwaliśmy tego krążka, tak też oczekiwania były co najmniej wygórowane. Jedni, tak jak i niżej podpisany entuzjastycznie podeszli do wizji zmiany stylu, albo po prostu grania nieco "progresywniej". Wpuszczone w eter singlowe "Unrest" (mój zdecydowany faworyt od blisko 9 miesięcy, dokładnie od momentu gdy grają go na koncertach) oraz "Sleepwalker", prawdopodobnie najbardziej "nośny" numer z całej płyty zdecydowanie podgrzały atmosferę.

Teraz, jeszcze przed oficjalną premierą część z nas zarówno fanów, słuchaczy jak i dziennikarzy ma już "dostęp" do albumu. I cóż, pomijając już fakt "wypożyczania" albumów z Internetu, odnośnie "Deep Blue" pojawiają się bardzo, ale to bardzo skrajne opinie, w głównej mierze negatywne wśród rodzimej części publiczności. A to dziwne, bo nie chce mi się wierzyć, że wciąż "Killing with a smile" to jedyne dobre i epokowe dzieło jakie nagrali, a tym bardziej nie dowierzam tym, co tak śmią (wciąż) twierdzić. Co więcej, z pobłażaniem patrzę na zarzuty, iż jeżeli mówi się (a mówi się i pisze) o tym, że Parkway Drive "niby" dojrzało, to jest się głuchym, a Ci co uważają nagrane solówki za dobre, powinni raz na zawsze pójść do kąta i z niego nie wracać. Ano głupie to i smutne, bo klapki na oczach jak widać dotyczą już nie tylko fanów Slayer i Iron Maiden, ale nawet małych metalcore'owych formacji. Toć to jakaś kpina i kiepski żart jest.

Może to zazdrość, może to czysta, prozaiczna zawiść, nie wiem - ale jak widać "rozwój" jaki by on dla każdego zespołu nie był albo się kocha albo nienawidzi. A to błąd, choć potknięcia wbrew pozorom naszym ulubieńcom też się zdarzają. "Deep Blue" jednakże do takowych nie należy i choć można się tej muzyki wyrzec, odciąć od tego wszystkiego i stwierdzić, że kolegę X to lakonicznie mówiąc "nie jara", ale za to łeb urywa mu brzmienie (zwłaszcza basu i perkusji). To jest ok, i jak najbardziej w porządku, bo przynajmniej ktoś tu coś docenia, ale żeby tak od razu z góry na dół skreślić? Albo co więcej, jeszcze nazwać "to" pójściem w mainstream, bo w końcowej części albumu słychać od czasu do czasu krótkie wstawki z czystymi wokalami ("Home Is For The Heartless"). Dajcie spokój. Ja wiem też, że z "Deep Blue" trzeba się oswoić, dać sobie trochę czasu, nie jest to album tak szybki jak "Horizons", a bynajmniej nie tak łatwy w odbiorze jak poprzedni. Z "Deep Blue", a przynajmniej pierwszą jego połową, bez "Unrest" i "Sleepwalker" z początku faktycznie nie jest łatwo, materiał wydaje się nużyć, na szczęście tylko z pozoru. Młodzi Panowie z Parkway Drive tym razem postawili na inne środki dając przy tym jednocześnie ujście swoim wykraczającym poza metalcore pomysłom. Dobrych riffów, jeszcze lepszych solówek, miażdżących breakdownów na "Deep Blue" jest po prostu co nie miara, zresztą, nawet jak na metalcore, czy może po prostu jak na Parkway Drive ten album jest wybitnie GITAROWY. Pomimo znacznego wysunięcia perkusji na pierwszy plan (a co ciekawe - nie ma triggerów!), gitary mają niewyobrażalnie wręcz dużo przestrzeni dla siebie samych - a najwięcej w trakcie przynajmniej w mojej opinii przemyślanych i dobrze komponujących się z resztą solówek. Ten element wcześniej w żadnym stopniu nie przyciągał uwagi słuchacza, zresztą, nie było nam dane zbyt wielu solóweczek posłuchać, a teraz, anno domini 2010 nie dość, że praktycznie każdy utwór wzbogacony został o solo to jeszcze na wysokim (w skali metalcore) poziomie.

A co faktycznie kręci mnie - zarówno słuchacza, fana jak i recenzenta, który w życiu słyszał niejedno, choć nie śmie nazywać się osłuchanym? W sumie szczerość, fajne, nowe, świeże podejście do własnej muzy prokurowanej przez Australijczyków oraz wszechobecna (a jednak) agresja. Nie ważne czy to standardowy rocker w postaci "Unrest", klimatyczny, ale nie melancholijny "Home Is For The Heartless", bardzo rytmiczny "Deliver Me" czy wreszcie potężnie brzmiący, mknący do przodu z zawrotną prędkością blastów granych ręką prawą na werblu a lewą na hi-hacie, wieńczący album trwający półtorej minuty "Set To Destroy". Na uwagę zasługuje Winston, który zdecydowanie rozwinął się jako krzykacz (a da się?). Jego growle przeplatające się z ordynarnymi krzyczanymi wokalami są wprost znakomite, oszałamiająco wręcz potężne. Nie wiem, nie umiem inaczej tego określić, ale gardło tego przesympatycznego mieszkańca krainy kangurów wyraźnie jest nie do zdarcia (podobnie jak wokalisty August Burns Red). Cieszą też w miarę błyskotliwe i przemyślane liryki ("Deep Blue" to w pewnym sensie concept album) często szczegółowo opiewające rozterki (nie tylko) młodych ludzi. Podsumowując: "Deep Blue" to wyraźny krok naprzód, rozwój w pełnym tego słowa znaczeniu, oraz świadome eksplorowanie WŁASNEJ stylistyki jak i wynoszenie jej na nowy, odświeżający poziom. Jak dla mnie mocne 9/10, ale biorąc pod uwagę fakt, iż przed sobą mam jeszcze kontakt z premierowym materiałem As Blood Runs Black, nowe dzieło Parkway Drive jeszcze nie zyskuje miana albumu roku, aczkolwiek jest ku temu kandydatem numer jeden - bez cienia jakiejkolwiek wątpliwości.

Grzegorz "Chain" Pindor