Rock’n’roll ma wiele różnych twarzy. Dosłownie. No bo niby jak inaczej wytłumaczyć fakt, że w tym pokręconym świecie równolegle obok utalentowanych, acz niezbyt urodziwych gwiazd pokroju Stevena Tylera, Ronniego Wooda czy rodzimych: Krzysztofa Cugowskiego i Romualda Lipki egzystować mogą wymuskani, "napompowani" do granic możliwości przystojni mięśniacy pokroju Glenna Danziga, czy też członków heavy-metalowo-siłownianego boysbandu Manowar?
I o ile o "brzydali" nie ma się co martwić - w przyszłości na pewno bardziej nie zbrzydną (i tak nikogo to nie obchodzi), a - jak pokazuje historia - ich rockowy duch, głos i umiejętności przetrwają, to co pozostawią po sobie nasi rockowi muchos, kiedy w miarę upływu lat bulgoczący w żyłach testosteron wyparuje a po herkulesowej fizys pozostanie co najwyżej uwydatniony mięsień piwny - tzw. "beer-ceps"?