Kup Magazyn Gitarzysta

My Way - Stigmata

My Way

Wykonawca:

Stigmata

Gatunek:

Metalcore

7 /10

Rosja to chyba najprężniej rozwijający się ośrodek współczesnego metalcore'a. Może i nie tego najlepszego i najambitniejszego, aczkolwiek nasi wschodni sąsiedzi mają do takiego łojenia smykałkę i nie małą ilość pomysłów. Stigmata ze swoim nowym krążkiem "My Way" udowadnia, że w kategorii metalcore/screamo tam, w Rosji, nie ma sobie równych. Zresztą, tak właściwie to jedynie Kambodge mogliby z nimi konkurować, choć na upartego te dwa zespoły nie mają ze sobą wiele wspólnego. Reszta, wliczając w to wszystkie inne grupy począwszy od Kenaya, Korea, Rashamba a na deathcore'owych aktach z St. Petersburga kończąc, na tą chwilę się nie liczy.

"My Way" w całej swej rozciągłości to album można powiedzieć, że osobisty. Intymny. Nie trzeba znać języka rosyjskiego by zrozumieć jak "płaczliwe" są refreny. Dobre skojarzenie z tymi, którymi raczy nas sosnowiecki Frontside. Swoją drogą tak właściwie pomimo niezliczonej ilości czystych wokaliz (a nawet akustycznej ballady) Stigmata to bardzo brutalny twór, grający złożoną gitarową muzykę, pełną świetnych melodii, których nie powstydziliby się skandynawowie. Najciekawiej pod tym właśnie kątem wypada utwór tytułowy, w którym to słuchacz otrzymuje dosłownie wszystko to, z czego Stigmata słynie. Potężną ścianę dźwięku, multum harmonii w rifach, przynajmniej dwa porażające ciężarem breakdowny, gęste salwy blastów (IDEALNIE podłożonych pod riffy), standardowe łojenie szesnastek na stopę/werbel (umpa-umpa moi mili) oraz charakterystyczny czysty śpiew, który nie rzadko zamienia się w niski growl czy też (niespodzianka) pig squeal.

Stigmata tym albumem dowodzi również, że zespół taki jak ten chce, może, a nawet musi i powinien się rozwijać. W porównaniu do poprzednich dokonań Stigmata anno domini 2009 jest lepsza, dojrzalsza, należycie brzmi i z pewnością nie pozostawia jeńców pod sceną. Więcej tu też agresji, konkretnego i potrzebnego w tej muzyce wkurwienia co mnie akurat niezmiernie wręcz cieszy. Jedyne do czego niestety trzeba się przyczepić to fakt, iż album wydaje się być nieco niespójny. Albo inaczej. Ten balans pomiędzy Stigmatą złą i brutalną a tą dobrą, czułą i emocjonalną, niestety nie do końca jest zachowany. Nie ukrywam, że osobiście do mojego przeżartego już metalcore serca bardziej trafia wersja brzydka i niedobra. Miejmy jednak nadzieję, że przy kolejnym albumie Stigmata zdecyduje się wyłącznie na mocne łojenie, bez "piękna" w ich muzyce. Tak czy owak "My Way" to album udany, który powinien otworzyć im kilka furtek na zachód.

Jeszcze jedno. Wszystkie krążki ruskich kapel są kompletnie niedostępne w Polsce. Także życzę udanego polowania na E-Bay czy innym internetowym bazarze. Rosyjskiej poczty nie polecam. :-)

Grzegorz "Chain" Pindor