Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Władcy Chaosu. Krwawe Powstanie Satanistycznego Metalowego Podziemia

Władcy Chaosu. Krwawe Powstanie Satanistycznego Metalowego Podziemia - Michael Moynihan i Didrik Soderlind

Władcy Chaosu. Krwawe Powstanie Satanistycznego Metalowego Podziemia

Wykonawca:

Michael Moynihan i Didrik Soderlind

Gatunek:

Black metal

9 /10

Sporo czasu upłynęło, nim ktoś wreszcie pomyślał o wydaniu polskiej edycji "Lords of Chaos". Po raz pierwszy książka trafiła na rynek w roku 1998 roku, pięć lat później autorzy uzupełnili ją o dodatkowe materiały. Przekład drugiego wydania ukazał się właśnie nakładem Kagry, wraz z przełożonym dosłownie podtytułem, który po polsku brzmi dość pretensjonalnie: "Krwawe powstanie satanistycznego metalowego podziemia".

Publikacja ta zyskała swego czasu spory rozgłos, ponoć także poza ramami metalowego półświatka. Tym bardziej więc szkoda, że zanim pojawiła się w Polsce, zdążyła nieco się już zdezaktualizować, a na pewno nie szokuje tak, jak szokowała kiedyś. Parę osób zapewne przeczytało ją wcześniej w oryginale, kto tego jednak nie zrobił, a chciałby dowiedzieć się tego i owego o tym, jak to blisko dwie dekady temu bawiła się norweska młodzież, "Władcy Chaosu" nieźle się do tego nadają. 

Zakładam, że większość potencjalnie zainteresowanych wie o czym mowa, więc pokrótce tylko naświetlę fabułę. Autorzy przypominają przede wszystkim wydarzenia, które miały miejsce w Norwegii na początku lat ’90 ubiegłego wieku, w związku z rodzącą się blackmetalową sceną. Nie chodzi tu jednak o dogłębne analizy zawartości muzycznej albumów Burzum czy Mayhem, ale o ekscesy w rodzaju podpaleń kościołów czy morderstw popełnionych przez Barda Eithuna i, rzecz jasna, Varga Vikernesa. Ten ostatni, przy okazji główny bohater książki, widowiskowo wyprawiając Euronymousa na tamten świat, awansował do pierwszej ligi celebrytów.

Książka nie ogranicza się do Norwegii. Cały rozdział poświęcony został także przybliżeniu historii związanej z członkami niemieckiego Absurd, którzy w dość drastyczny spoósb pozbawili życia swego szkolnego kumpla. Nie zabrakło również wspominek na temat rozmaitych wydarzeń dotyczących metalowych ekstremistów w Szwecji, Francji oraz Wielkiej Brytanii, a także paru powierzchownych wzmianek o black metalu w Europie wschodniej (tu: Rosja i Polska - a z naszych Graveland). Nie zabrakło miejsca i dla Stanów Zjednoczonych - kraju, którego mieszkańcy, po wyeliminowaniu wszelkich zadomowionych tam freaków, bez trudu zmieściliby się w Fiacie 126p. Amerykańscy chłopcy o twarzach wyrażających inteligencję właściwą tłuczkom do mięsa (o czym można przekonać się naocznie, dzięki zamieszczonym zdjęciom) działali ze sporym rozmachem, wydaje się jednak, że opis popełnianych przez nich czynów został zawarty w książce zdecydowanie na wyrost i niewiele ma wspólnego nie tylko z black metalem, ale z muzyką w ogóle.

Zresztą, "Władcy Chaosu" to z pewnością nie książka muzyczna w ścisłym tego słowa znaczeniu. Owszem, autorzy starają się opisać genezę norweskiego black metalu, nawiązując choćby do prekursorów z Venom, Mercyful Fate czy Bathory. Wspominają też o Slayer, Possessed czy Hellhammer oraz rodzącej się deathmetalowej scenie po obu stronach Atlantyku (co ciekawe, najwięcej miejsca poświęcając tu Unleashed). Przede wszystkim jednak koncentrują swą uwagę na przedstawieniu ww. wydarzeń wraz z nakreśleniem sylwetek Euronymousa i Vikernesa, na dalszy plan przenosząc kwestie ściślej związane z muzyką, którą tamci tworzyli. W rezultacie dzieje początków Mayhem opowiedziane zostały bardzo pobieżnie, wydarzenia w szybkim tempie zmierzają ku samobójstwu Deada i zabójstwu Euronymousa. Czytelnik nie znajdzie tu niczego na temat "De Mysteriis Dom Sathanas" czy albumów Burzum, nie wspominając o pierwszych blackmetalowych krążkach Darkthrone (jeśli nie wziąć pod uwagę starej sprawy z antysemickim oświadczeniem Fenriza prostowanym później przez Peaceville, zespół ten został niemal całkowicie pominięty). Generalnie mało, jak na rzecz mającą przybliżyć powstanie podziemia tego właśnie gatunku.

Trudno nie dostrzec, że zamierzeniem autorów było przedstawienie rodzącej się sceny blackmetalowej przez pryzmat płonących kościołów i popełnianych przez blackowców morderstw. Ten cel zrealizowali, odkładając na bok inne wątki. O tyle to zrozumiałe, że popularność brukowców dowodzi, iż sensacyjne historie cieszą się największym wzięciem. Dla jasności, mimo przyjęcia takiej a nie innej metodologii, "Władcy Chaosu" nie mają jednak takiego - brukowego - charakteru. Książka dowodzi też, że Moynihan i Soderlind postanowili przy okazji pochwalić się erudycją. Poruszyli wiele tematów - satanizm, nacjonalizm/faszyzm (m.in sylwetka Vidkuna Quislinga, przedstawienie podziemnej nacjonalistycznej norweskiej prasy czy poglądów niektórych muzyków), pogaństwo czy nordycka mitologia (m.in. Oskorei czyli Dziki Łów, czy mitologiczne znaczenie imienia Varg). Snują przy tym rozważania na temat pioromanii, kulturowych przyczyn popularności black metalu właśnie w Norwegii, a nawet wiary Vikernesa w UFO. Trzeba przyznać, że choć kwestie te opisane zostały naprawdę interesująco, zabrakło niestety konsekwencji w ich spójnym i logicznym prowadzeniu. Tym sposobem, trochę zgodnie z tytułem, nie udało się uniknąć swego rodzaju chaosu. Autorzy przeskakują z tematu na temat, urywają wątki, by za chwilę do nich powrócić. To sprawia, że w opisanej głównej historii brak przejrzystości. Ponadto, mam wrażenie, że niektóre tematy zostały nadmiernie rozdmuchane (zgodnie z prywatnymi zainteresowaniami Moynihana - jakimi, łatwo sprawdzić w sieci), inne zaś potraktowane nieco po macoszemu.

Wszystko to nie zmienia jednak faktu, że całokształt pracy duetu Moynihan - Soderlind na pewno robi wrażenie. Panowie przeprowadzili i zawarli w książce dziesiątki wywiadów (nawet z Antonem LaVeyem), rozmawiali z Vargiem w więzieniu, przepytali wielu muzyków, dziennikarzy czy wreszcie rozmaitych innych ekspertów. Wysoką, merytoryczną wartość całości dopełniają umieszczone w niej eseje innych autorów, jak też przeszło setka, często bardzo ciekawych, zdjęć. Nawet zatem, jeśli informacje o opisanych we "Władcach Chaosu" wydarzeniach przez lata nieco się upowszechniły, warto wrócić do nich raz jeszcze. Choćby po to, by przekonać się, jak bardzo czas zmienił poglądy niektórych muzyków. Bez wątpienia to, jak dotąd, jedyna w swoim rodzaju książka, w której podjęto próbę tak dogłębnej analizy fenomenu black metalu.

Szymon Kubicki

Michael Moynihan, Didrik Soderlind
Władcy chaosu. Krwawe powstanie satanistycznego metalowego podziemia
wyd. Kagra, 2010
Tłum.: Bartosz Donarski