Kup Magazyn Gitarzysta

Infini - Voivod

Infini

Wykonawca:

Voivod

Gatunek:

Heavy metal

7 /10

Jeśli miałbym wskazać kapelę metalową, która uważam w swoim prywatnym rankingu za bezdyskusyjne numero uno - byłby to kanadyjski Voivod, zespół tak samo ważny, jak niedoceniony, zwłaszcza przez fanów ciężkich brzmień w Polsce.

"Infini" jest ostatnim krążkiem zespołu, przynajmniej w znanym do tej pory składzie, nie wiem, jak potoczą się dalsze losy chłopaków i czy będzie jakieś życie po życiu. Wszyscy wiedzą, że tak samo "Infini", jak i poprzednia płyta - "Katorz" - ukazała się już po śmierci Piggy’ego - gitarzysty, złożona została z materiału, który ów muzyk zostawił na swoim pececie. Wszyscy również wiedzą, że od paru dobrych lat u Kanadyjczyków terminuje niejaki Jasonic - aka Jason Newsted, któremu odejście od Metalliki tylko zrobiło na dobrze.

A co zawiera "Infini"? Można by powiedzieć, z grubsza to samo, co albumy kapeli od momentu powrotu Snake’a, czyli psychodeliczny rokendrol. Mamy więc surowe, punkowe brzmienie, mało metalowe podejście do tematu, za co pewnie wielu naszych przyjemniaczków w czarnych płaszczach zespołu nie lubi, ale oni mają swoje Moonspelle, więc wszyscy obdarzeni zostali po równo. W dodatku znakiem rozpoznawczym są charakterystyczne, zmniejszone akordy nadające muzyce specyficznego brzmienia, nie zabrakło ich również tym razem. "Infini" może pozornie wydawać się płytą nagraną niedbale, szybko, bez dopieszczania wszystkich szczegółów, ale w tym właśnie nieładzie spoczywa cały urok tego wydawnictwa. Z drugiej strony, nie jest to już ten Voivod, który odkrywał nowe horyzonty muzyczne na "Killing Technology", "Nothingface" czy "Phobos", nie ma w tej muzyce pierwiastka rewolucji. Gdyby zespół miał nadal funkcjonować, radziłbym znów odkryć kolejny raz jakiś nowy ląd, od bogów wymaga się więcej. A tak dostaliśmy kolejną podróż sentymentalną rozpiętą między "Dimension Hatross", a "The Outer Limits", od płyty poprzedniej odróżnia ten album większa liczba psychodelicznych momentów, są takie w "Pyramidome" i "Morpheus", co nadaje tym utworom swoistego nastroju niepokoju. A kończący krążek utwór "Volcano" to czysty Motorhead.

Historia zatoczyła koło, kapelą tą Voivod inspirował się przecież na swoim debiucie "War And Pain". Czy będą kolejne rozdziały?

Michał Żarski