Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / The Blues Sessions

The Blues Sessions - Tim Woods

The Blues Sessions

Wykonawca:

Tim Woods

Gatunek:

Blues

8 /10

To chyba typowe dla amerykańskich bluesmanów. Po 25 latach grania na wielu scenach Stanów Zjednoczonych, Tim Woods zdecydował się wreszcie na debiutancki album. Zgodnie z obecną modą, zaprosił do udziału w nagraniach znanych wykonawców i to jeszcze w takiej ilości, że mógłby z tego sformować drużynę piłkarską razem z ławką rezerwową.

No, może niekoniecznie, bo część z tych muzyków to wiekowe już gwiazdy bluesa, którym wiek nie zezwoliłby na podrygi z piłką po murawie. Na szczęście są za to w świetnej formie muzycznej, co udowadniają na płycie "The Blues Sessions".

Już sama nazwa albumu wskazuje, że nie chodzi tu o odkrywanie nowych brzmień w bluesie. I tak jest w istocie, bo muzyka zawarta nań nie odbiega od utartych przez lata schematów. Wykonana jest z należytym pietyzmem, a słuchając nagrań ma się wrażenie, że zadbano tu o każdy szczegół. Tim Woods łagodnie przygrywa na gitarze techniką finger-picking, nie wychodząc przed szereg i dbając o harmonię wśród pozostałych instrumentów. Duże pole do popisu miał najstarszy z zaproszonych gości, 95-letni David "Honeyboy" Edwards, który zagrał na gitarze akustycznej i zaśpiewał w aż trzech kawałkach. Pozostałe wypełnił swoim głosem Tim Woods.

Stylistyka to staroświecki elektryczny blues, z wtrętami akustycznymi w wykonaniu "Honeyboya". Sporo tu też improwizowanych boogie-bluesów, w których świetnie radzi sobie inna legenda, gitarzysta John Primer. W tym wszystkim kompletnie nie odnajduje się utwór "It Don’t Make Sense You Can’t Make Peace". Patetyczny dziwoląg z progresywnymi solówkami na klawiszach i skrzypcach pasowałby bardziej na krążek z gatunku jazz-rocka, niż do skansenu Tima Woodsa.

Słuchając albumu "The Blues Sessions" czuje się radość z grania, brak presji i konieczności udowadniania swoich możliwości. Śmiało przez to można powiedzieć, że Tim Woods w dobrym stylu rozpoczął swój fonograficzny byt. Artysta ten jawi się tu przy okazji jako świetny organizator pracy kolektywu ludzi pochodzących z różnych epok muzycznych, stanowiąc dzięki temu dobry przykład, i to nie tylko dla debiutujących muzyków.

Kuba Chmiel