Kup Magazyn Gitarzysta

Cursed - Ion Dissonance

Cursed

Wykonawca:

Ion Dissonance

Gatunek:

Mathcore

6 /10

Nie wiem co począć z nowym wydawnictwem Ion Dissonance. Z jednej strony "Cursed" maksymalnie mnie odpycha, a z drugiej zaś, paradoksalnie, przyciąga swą intensywnością. Ano właśnie. Nowe dzieło tej kanadyjskiej formacji to doskonały przykład na to jak można dokonać osławionego już Gombrowiczowskiego "gwałtu przez uszy". Nawałnica dźwięków wylewająca się z głośników graniczy z kakofonią i trudno oprzeć się wrażeniu jako byśmy obcowali z szaleńcami do oporu katującymi swe instrumenty.

W tym szaleństwie jest jednak metoda. Dziwna, taka, której jednoznacznie nie jestem w stanie opisać - co mnie nieco denerwuje. W każdym bądź razie na całość "Cursed" składa się intensyfikacja elementów charakterystycznych dla Converge, The Dillinger Escape Plan z okresu "Calculating Infinity" jak i konkretne czysto deathcore'owe pierdolnięcie spod znaku Despised Icon. Jakby jeszcze komuś było mało, to i nie brakuje gitarowych zagrywek znanych z płyt (o mnie za mnie zakazanych!) z logo Brain Drill na froncie. Także miszmasz jest konkretny, i co ciekawe, unikalny dla nich samych. Zatem w skrócie z głośników niemal non stop wylewają się geste partie blastów, poupychanych dosłownie gdzie się da, ale co istotne IDEALNIE wkomponowują się w całość. Zresztą, rozwiązań rytmicznych bez grania na elementarne 4/4 jest co niemiara. Tego typu muzykę lubię (choć umiarkowanie, w innym wypadku to sado-masochizm) w głównej mierze właśnie za grę sekcji rytmicznej. Za gałkami w studio siedział dokładnie ten sam koleżka, który  zajął się nowym obliczem Cryptopsy, więc nie dziwi ani uwypuklenie basu, ani masywne - a jednocześnie bardzo selektywne brzmienie (nie cykającej) perkusji.

Wokalnie jest równie szalenie co w przypadku dźwięków tworzonych przez resztę członków zespołu. Typowo hardcore'owy krzyk, lub też nieco gardłowe growle - nic nowego, za to czyste (jakże ładne!) wokale w ponad sześciominutowym "Pallor" to już jednak coś na co zdecydowanie warto zwrócić uwagę. Jak na Ion Dissonance tego typu zabieg to coś nietypowego i na co liczę, mam nadzieję, że w przyszłości takowych będzie znacznie więcej. Szkoda tylko, że pomimo grania ciekawego, matematycznego (w końcu po coś powstał termin mathcore) wszystko chcąc nie chcąc (bardziej to drugie) zlewa się w jedno i niestety, ale nuży. Ponad czterdzieści minut obcowania z nagłymi przyśpieszeniami, darciem mordy, breakdownami (a są!) oraz będąc szczerym - tak niszczącym narządy słuchu graniem to zdecydowanie za dużo. Brakuje tu groove, feelingu, uczuć, melodii - czyli wszystkiego tego, co udało im się zawrzeć na wydanym trzy lata temu "Minus The Herd". Szkoda.

Grzegorz "Chain" Pindor