Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / High Violet

High Violet - The National

High Violet

Wykonawca:

The National

Gatunek:

Indie rock

8 /10

Dożyliśmy czasów, w których empatia i zrozumienie coraz rzadziej wyłaniają się z dźwięków muzyki. Coraz mniej niepowtarzalnych albumów trafia na pierwsze miejsca światowych rankingów. Coraz mniej z nich potrafi zarażać melancholią. Nowej płycie The National niespodziewanie udało się przełamać wszystkie powyższe tezy.

Przełomem w karierze brooklińskiego kwintetu był niewątpliwie ich przedostatni album - "Boxer". Właśnie wtedy Matt Berninger zrobił milowy krok w stronę słuchaczy, którzy nagle zaczęli utożsamiać się z jego tekstami. Wydanie kolejnej płyty stanowiło nie lada wyzwanie, któremu zespół postanowił sprostać. I udało się. O ile "Boxer" stanowił przełom, o tyle "High Violet" nieśmiało uznaję za szczytowy moment kariery The National.

Muzycy przygotowując nowy materiał spędzili w studiu prawie rok. Przy wsparciu Sufjana Stevensa, Justina Vernona (znanego szerzej pod pseudonimem Bon Iver) oraz Richarda Parry’ego z Arcade Fire stworzyli najbardziej poruszający album w swojej karierze.

"High Violet" nie stało się ofiarą żadnego wielkiego przewrotu. Zespół wykorzystał zaledwie kilka nowych instrumentów, dzięki czemu mocne dźwięki gitar i perkusji uzupełnione zostały subtelnym brzmieniem fortepianu, instrumentów smyczkowych, a gdzieniegdzie nawet klarnetu i fagotu.  Według mnie The National stworzyło niezwykle "książkowy" album. Jedenaście zawartych na nim utworów tworzy niezwykłą opowieść, pełną leniwych, ale przepełnionych emocjami, pejzaży. "High Violet" to jedenaście rozdziałów traktujących o ludzkiej egzystencji i mozolnych próbach odnalezienia się we współczesnym świecie.

Mówi się, że najnowszy album zespołu miał być ukłonem Amerykanów w stronę brytyjskiej muzyki. Wobec tego liczne porównania The National do muzycznych legend, takich jak Joy Division czy The Smiths, nie są aż tak szokujące. Wystarczy posłuchać "Afraid of Everyone" bądź "England" by zauważyć, że wplecenie atmosfery ówczesnego rocka do nowych utworów, z mniejszym lub większym skutkiem, im się udało.

Wydając opinię o "High Violet" nie chciałam sugerować się sukcesem jaki w danym momencie odnosi, miejscami na listach najlepiej sprzedających się płyt czy też obecnym prestiżem zespołu. Miejsce w pierwszej piątce najchętniej kupowanych albumów bądź występ w słynnym The Royal Albert Hall mogą jedynie być oparciem dla mojego zdania. Okazało się bowiem, że tworzenie muzyki niezwykle przystępnej dla odbiorców, a jednocześnie niebanalnej, jest możliwe. Nawet na wysokim poziomie.

Olga Kowalska