Kup Magazyn Gitarzysta

Monument - Miss May I

Monument

Wykonawca:

Miss May I

9 /10

Minął tylko rok od wydania debiutu Miss May I, a w ręce fanów zespołu właśnie trafia kolejne wydawnictwo tej metalcore'owej formacji. Niezmiernie mnie ten fakt cieszy, ba! Przyznam się, że w swym kalendarzu premier, to właśnie "Monument" zajmowało u mnie jedno z czołowych miejsc w kategorii najbardziej wyczekiwanych pozycji. Jak zresztą przeczytacie poniżej pod dosłownie żadnym względem się na "dwójce" nie zawiodłem. Jasne, że bałem się, iż nie pobiją debiutu, choć singlowy "Relentless Chaos" wywierał mimo wszystko pozytywne wrażenie. Jednakże dopiero całość nie dość, że daje solidnego kopa po mordzie, to jeszcze wzmaga apetyt na więcej. Znacznie więcej niż można przypuszczać.

Poprawie, a raczej wyniesieniu na nowy, wyższy szczebel, uległ dosłownie każdy element składający się na brzydko mówiąc: zajebistość zespołu. Zatem jest więcej breakdownów, nie ma za to blastów - a przynajmniej nie są czymś z czego Ci panowie (nerdowie?) lubią ochoczo korzystać . Wyjątkiem jest rozpędzony "We Have Fallen". Jest za to multum kanonad na podwójnej stopie, sporo gry na klasyczną stopę werbel, oraz masa świetnych przejść zarówno po tomach jak i samych talerzach (warto sobie przypomnieć o tym, że debiut "nagrywał" automat, nie żywy perkusista) za co drummerowi Miss May I należą się ogromne propsy.

Nie gorzej radzi sobie basista, któremu pozwolono pokazać "na co go stać". Zresztą, sekcja w Miss May I w w pełni daje radę, i ciężko znaleźć jakiekolwiek wady lub złe zagrywki zasługujące na negację. Zaś co do samych riffów/tematów gitarowych - jest wprost wybornie! Multum, ale to multum melodii, doskonałych melo death metalowych harmonii jak i perfekcyjny kontrast pomiędzy złym, brutalnym obliczem a pozytywnym, łatwo zapadającym w pamięć zdecydowanie zaliczyć można in plus (sprawdźcie wspomniany już wyżej szybki "Relentless Chaos" zaskakujący czystymi wokalami gitarzysty Ryana Neffa.)

Na szczególną uwagę zasługują breakdowny idące w parze z MOCARNYMI growlami Levi'ego. Ten element na stałe wpisał się w ciężką muzykę dwudziestego pierwszego wieku, i mimo, iż są one obecne dosłownie wszędzie (od thrashu przez progressive po regularny death metal) te, którymi raczą się panowie z Miss May I wypadają zaiste wyśmienicie, dzięki czemu wyraźnie odświeżają sprawdzoną formułę, a przede wszystkim doskonale sprawdzają się zarówno w trakcie zwykłego odsłuchu w domowym zaciszu jak i na koncertach. Nie jest to zwykłe chug, chug, bardziej techniczne zagrania z wykorzystaniem konkretnego, stałego rytmu - za co też należą im się ciepłe słowa.

Brzmieniowo również profeska, nieosiągalna dla większości rodzimych kapel. Klarownie, czytelnie, z odpowiednią dozą ciężaru, to tu to tam z wykorzystaniem wszelakiej maści efektów zarówno na wokalu, bębnach (boompad) czy wreszcie samych gitarach. Ostatecznie jakby komuś było mało i szukałby w ich twórczości oprócz nowoczesnej rzeźni solidnego groove jak i przestrzeni, Miss May I nagrało balladę pt: "In Recognition", piosenkę ładną, szczerą i nieprzekombinowaną na dodatek świetnie korespondującą z resztą nagranego materiału. Podsumowując jedna z lepszych, jeśli nie najlepszych tegorocznych pozycji w tym nurcie. Do sklepów marsz. Internetowych również.

Grzegorz "Chain" Pindor