Kup Magazyn Gitarzysta

Further - The Chemical Brothers

Further

Wykonawca:

The Chemical Brothers

Gatunek:

Electronic

3 /10

Szósty i siódmy album studyjny chemicznych braci wpadły na rynek muzyczny bez fajerwerków, tak więc i echa być nie mogło. W czerwcu zaatakowali więc ponownie, mając nadzieję na sukces, który kilka lat temu chłopakom się po prostu zgubił. Albumem "Further" zespół wciąż szuka brzmienia, i tego utraconego, i tego świeżego, a taka kombinacja jest niestety niezwykle trudna do ułożenia.

Osiem puzzli załączonych na płycie niestety nie daje się ułożyć w spójną całość. Otwierający "Snow" kłuje po uszach, zniechęcając od samego początku. Co prawda w połowie utworu słychać nadzieję na to, że te początkowe dwie minuty były potrzebne do naładowania baterii, lecz jak po chwili się okazuje - utwór zmienił tylko jedno mechaniczne piszczenie w inne (mniej denerwujące), i tylko po to, by nie być posądzonym o monotonność. Co prawda pierwszy utwór płynnie przechodzi w drugi, lecz słuchając całego "Escape Velocity", słuchacz naprawdę zadaje sobie pytanie: po co? Druga kompozycja jest powrotem w stronę robtów i maszyn (znanego z albumu "Push The Button") i można by ją zaliczyć na plus, gdyby nie fakt, że do takich dźwięków już przywykliśmy, a autorzy utworu obiecywali nam coś nowego. Z kolei "Another World" można odczytywać wielorako, lecz mi osobiście przywołuje na myśl podróż łodzią podwodną. Niestety nie słyszę dzwięków morza, lecz szum wydalany przez maszynę dryfującą po tym wspaniałym, morskim świecie. Co prawda czasem wyglądamy przez małe okienko, lecz to chyba za mało... "Dissolve" robi ze słuchacza głupka, gdyż początkowo nastraja w stylu Boards Of Canada, potem wybucha mechanicznymi dźwiękami rodem z raju, by na końcu brzmieć jak naturalne dźwięki przedkolonizacyjnych plemion. Reczywiście - ucho się rozpuszcza. Kolejny utwór - "Horse Power", na pewno nie imituje silnika i daleko mu do koni mechanicznych, lecz jest to najprawdziwszy rwący bieg rydwanu! Czyli do auta się nie nada, ale na dziką wycieczkę powozem - jak znalazł. Po wyczerpującej przygodzie możemy spokojnie omdleć i  błądzić myślami w nieświadomości przy "Swoon". To coś jak niebo z przyśpieszonym tempem, które obserwujemy leżąc na łące. To jedyny przyjemny dla wszystkich zmysłów akcent na krążku, nie dziwi więc fakt, że melodia ta jest singlem promującym te nieukładające się puzzle. Następny utwór w kolejce to mechaniczne widmo - coś tam niby gra, ale tak, jakby celowo nie dawało o sobie znać. K+D+B można więc po prostu ominąć, bez wyrzutów sumienia, że nawet się nie spróbowało. "Wonders Of The Deep" - ostatni fragment CD, żegna się ze słuchaczem dziękując mu za obejrze... tj. przesłuchanie albumu. Słuchając go, ma się wrażenie oglądania napisów końcowych po dobrym filmie, a nie jestem pewien, czy właśnie to było celem The Chemiacal Brothers.

Album ma tylko osiem kawałków, bo jak zapewniali nas autorzy - przygotowali oni dla nas coś jeszcze. Otóż niedługo po wydaniu albumu, premierę miał również zestaw "Further" CD+DVD, na którym to chemiczni bracia umieścili osiem wideoklipów. Oczywiście każdy klip odpowiada każdemu utworowi na płycie i ma stanowić dla niego tło. Niby świetnie, ale kto słucha całej płyty używając DVD? Już nie wspomnę o tym, że teledyski są w zasadzie dostępnie tylko na tej płycie, gdyż ich promocja w Internecie ogranicza się jedynie do "Swoon", który jak na razie jest jedynym singlem (w tym miesiącu ma jeszcze dojść "Another World") promującym nową płytę.

Całość kompozycji zachowana jest w jednej ciągłej, tj, utwory przechodzą w kolejne nie dając nam o tym znać żadnym wyraźnym sygnałem, co powoduje jeszcze większe zlanie się dźwięków. Miało być innowacyjnie, a wyszło nudno. Raz powtórki z poprzednich płyt, innym razem video lepsze od dżwięku - co nie daje w sumie żadnych plusów dla tego albumu. Muzyka alternatywna to z pewnością jest (żadnych list przebojów nawet nie dotknęła), ale czy naprawdę nagranie miliona dzwięków, które razem nie mają sensu jest cokolwiek warte?

Mariusz Bonkowski