Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / All My Rivals Are Imaginary Ghosts

All My Rivals Are Imaginary Ghosts - Lingua

All My Rivals Are Imaginary Ghosts

Wykonawca:

Lingua

6 /10

Był kiedyś taki brytyjski band Thine. Nagrali dwie płyty. Drugą w 2002 dla Peaceville (Katatonia, Beyond Dawn, My Dying Bride, Madder Mortem...). Po czym słuch o nich zaginął, i w ślad za tym, zapomnieli o nich ludzie. Szczerze wątpię, czy ktoś jeszcze ich pamięta.

Na szczęście jednak pamięć słuchaczy o niektórych projektach muzycznych nie jest wyznacznikiem jakości tworzonej przez nie muzyki. Jestem przekonany, że przykładowo garstka ludzi kojarzy fińskie Decoryah czy This Empty Flow, a ci wymienieni nagrali niegdyś świetne płyty. Wspominam o tym wszystkim nie bez przyczyny. Słuchając szwedzkiego Lingua zastanawiam się, jaki będzie los tego zespołu. Podejrzewam, że trafili na lepszy czas niż wcześniej wymienieni i nagrają więcej niż dwie płyty. A o nich akurat świat mógłby zapomnieć bez żalu.

Szwedzi poruszają się w obszarze alternatywnego rocka/metalu. Podobnie, jak niegdyś Thine. Przy czym Anglicy pokazali jak należy to robić, a Lingua chciałaby pewnie, ale nie potrafi. Cóż, nie każdy ma talent.

"All My Rivals Are Imaginary Ghosts" nie jest całkiem złą płytą. Jednak czegoś wyraźnie brakuje. Tą płytą stworzyli podwaliny pod własne brzmienie. To jednak ledwie kilka cegieł, a do zbudowania cały dom. Tu i ówdzie pojawiają się ciekawe rozwiązania, ale niestety niezbyt często. Być może dobry producent podpowiedziałby lepsze rozwiązania; powiedziałby na przykład Thomasowi Henrikssonowi, że może czasem zaśpiewać inaczej, niż robi to przez prawie całą płytę. Ten dysponuje ciekawą barwą głosu, ale śpiewa tak samo w każdym utworze, co daje szybki efekt zmęczenia słuchacza.

Płyta zdominowana jest przez przestrzenne brzmienie, co tworzy specyficzny klimat. Jest to niewątpliwie zaleta; niestety, utwory są za mało zróżnicowane, wszystkie brzmią podobnie. Dodatkowo, jak na takie granie, zbyt mało jest fragmentów, które na dłużej mogłyby pozostać w głowie. Jakiegoś chwytliwego refrenu czy innego tematu muzycznego. Słucha się tego jak jednego, długiego utworu i właściwie ciężko później przypomnieć sobie konkretny, wybijający się fragment. A na płycie Thine "In Therapy" takich nie brakowało. Podobnie jak lekkości w tworzeniu fajnych melodii. Szwedzi na dłuższą metę zwyczajnie nużą.

Podejrzewam, że muzyka Lingua znajdzie swojego odbiorcę. Może gruppies nie będą się przemieszczać za nimi autokarami po Europie, ale takie granie ma szansę trafić do szerszego grona słuchaczy. Szkoda tylko, że to, co robią, jest tak przeciętne.

Sebastian Urbańczyk