Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Heart Of Darkness

Heart Of Darkness - Burnt By The Sun

Heart Of Darkness

Wykonawca:

Burnt By The Sun

Gatunek:

Metalcore

10 /10

Ten zespół, przy odpowiedniej promocji i w odpowiednim czasie, mógłby być dziś równie rozpoznawalny jak The Dillinger Escape Plan. Ekipa z New Jersey jest nietuzinkowa, bez dwóch zdań. A "Heart Of Darkness" stanowi ich epitafium, bowiem postanowili, że będzie to już ostatnia ich płyta.

Burnt By The Sun powstali około 2000 roku na gruzach deathmetalowego Human Remains i Times Up. Już na ostatnich wydawnictwach Human Remains można było usłyszeć zalążek stylu, jaki później miał stać się znakiem firmowym Burn By The Sun. Kiedy wydali swój debiut "Soundtrack To Personal Revolution" wielu określiło ich muzykę metalem XXI wieku. Nie ze względu na użycie elektroniki czy jakiś szczególnie futurystyczny klimat tego wydawnictwa. Burnt By The Sun wynieśli metalowe patenty na nowy poziom. Na dobrze znane elementy, charakterystyczne dla metalu, rzucili nowe światło i wymieszali to z hardcorową ekspresją. Niewątpliwie, swój udział w tym miał producent Matt Bayles, który nagrywał takie grupy jak Pearl Jam, Norma Jean, Isis czy Botch. I to jego praca przy płytach tych dwóch ostatnich sprawiła, że postawili właśnie na niego. Nie pomylili się, gdyż Bayles pozwolił im uzyskać dokładnie takie brzmienie, o jakie chodziło. To brzmienie stało się ich znakiem rozpoznawczym; dziś, słysząc dowolny fragment ich twórczości, nie można pomylić jej z kimkolwiek innym. A płyty kapeli charakteryzują się specyficznym metalicznym (nie metalowym) brzmieniem. Zaczynali od nieokiełznanego, połamanego grania w stylu Botch czy Coalesce, by z czasem wypracować swój własny unikalny styl. Żal, że to ich pożegnanie. Na szczęście, żegnają się  w więcej niż dobrym stylu.

O ile pierwszy krążek charakteryzowały częste zmiany tempa, gitarowa gimnastyka palców i połamane perkusyjne rytmy, drugi "The Perfect Is The Enemy Of The Good" był bardziej ułożony z jednej strony i eksperymentalny z drugiej, tak "Heart Of Darkness" zdominował ciężar. Wciąż znaleźć tu można wiele elementów charakterystycznych dla ich muzyki. Tak naprawdę, o ile słychać jak zaczyna się dany utwór, nigdy nie wiadomo, jak się skończy. Dokąd zaprowadzi słuchacza wyobraźnia gitarzysty Johna Adubato, który dostarcza masy riffów i zmian tempa. Ten album różni się jednak od poprzednich autentycznym ciężarem, który wynika przede wszystkim z grania, ze struktury utworów, nie tylko z produkcji. Do znakomitej pracy Adubato trzeba dodać człowieka-maszynę za perkusją, czyli Dave’a Witte’ego. Ten udziela/udzielał się w niezliczonej ilości bandów (Municipal Waste, Discordance Axis, Birds of Prey, Human Remains...), ale nigdzie indziej nie musiał się tak napracować jak przy płytach BBTS.

Za sprawą zaangażowanych tekstów Mike’a Olendera, lirycznie zespół też wybijał się ponad przeciętność. Olender jest człowiekiem wielce oczytanym i zorientowanym w polityce; jednocześnie nie wpada w rolę wszechwiedzącego guru. W tekstach stawia pytania, skłania do myślenia, nigdy nie podaje gotowych rozwiązań. Nie pokazuje czarno-białej wizji wydarzeń, zachęca do poszukiwania informacji na własną rękę, a nie ograniczania się do tego, co prezentuje światu Fox czy CNN. Na "Soundtrack..." zawarł po jednym cytacie, stanowiącym sam w sobie komentarz do tekstu danego utworu. To cytaty np. z Noama Chomsky’ego, Howarda Zinna, ale także z wybranych filmów. "Famke" rozpoczyna cytat z "Fight Club" o tym, że jesteśmy średnimi dziećmi historii, bez celu i miejsca, bez swojej wielkiej wojny... Po 11 września dla Amerykanów teoretycznie ten stan rzeczy uległ zmianie. Muzycy Burnt By The Sun uważają jednak, że wciąż ważniejszą dla naszego pokolenia jest wojna, którą toczymy w nas samych od tej, którą nasz kraj toczy z innym krajem.

"Heart Of Darkness" lirycznie zdominował koncept Conrada i jego "Jądra ciemności", ale też filmu powstałego na jego podstawie - "Czas Apokalipsy" Coppoli. Ponadto, inspiracją był  film dokumentalny o tym, jak Coppola kręcił "Czas Apokalipsy" i jaką ideę chciał zeń wydobyć. Polecam lekturę dowolnego wywiadu z Olenderem, który w interesujący sposób przedstawia tę ideę w analogii do współczesnych wydarzeń. Szkoda, że to już ostatni album tej znakomitej grupy. Burnt By The Sun to niesamowita energia, połączona z techniką i okraszona oryginalnym brzmieniem. Światła na New Jersey. Zasłużyli.

Na koniec coś do przemyślenia, fragment tekstu do zamieszczonego na "jedynce" numeru "Human I Steamroller", który poprzedza cytat z filmu "A Bronx Tale" - "You gotta know, the saddest thing in life is wasted talent".

"...You’re going nowhere fast. Another track please. Another Monday, another week of hell. This is the sound of the rest of your life. This is the sound of the rest of your life and it’s ending one track at a time. Reclaim your life. Opening your eyes is one of the hardest things to do. But it’s your life. 40 hours a week and nothing to show. 40 hours a week and no way to grow. Is this all that you’re fucking made of? Slave away. Meaningless. I know you’re more than this".


Sebastian Urbańczyk