Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Death Suits You

Death Suits You - Mr Death

Death Suits You

Wykonawca:

Mr Death

Gatunek:

Death metal

8 /10

"Death Suits You" to niespełna 20-minutowe mini, ale tyle czasu wystarczy, by przekonać się, że Pan Śmierć, jak na osobnika bez wątpienia martwego (zapewne też w stanie rozkładu i cuchnącego grobem, dla niepoznaki tylko odzianego w gustowny gajerek), zachowuje nienajgorszą żywotność.

W niespełna rok po debiucie "Detached From Life", przypomina o sobie kilkoma nowymi utworami i w ramach kampanii "I ty możesz być martwy" próbuje przekonać słuchacza, że ze śmiercią mu do twarzy.  

W królestwie zmarłych czas stoi w miejscu, a moda raczej nie zmienia się często. Oldschool to jedyna droga zaznaczenia swej artystycznej wrażliwości. Przy okazji, szwedzkie pochodzenie zazwyczaj przesądza i o tym, że wrażliwość ta najpełniej wyraża się w death metalu. Nie muszę dodawać, że mówię o klasycznym szwedzkim death metalu, to jest wynalazku, za który kilku postaciom należeć się powinna godziwa nagroda. Zaraz, po twórcach mięsnych kulek z Ikei. Mr Death takich honorów raczej nie dostąpi, bo kolejny raz korzysta ze znanych i sprawdzonych na setkach innych płyt patentów. To jednak nie zarzut, bo czy można się czepiać, gdy z głosników lecą takie hity jak na przykład "The Plague and The World It Made"?

"Death Suits You" to zatem nic innego jak kontynuacja stylu zaprezentowanego na pełnometrażowym albumie. Wciąż, może nawet silniej niż poprzednio, wyczuwa się w kompozycjach posmak amerykańskiej szkoły death metalu. Nie zmienia to faktu, że Mr Death jest szwedzki do szpiku trupich kości. Odpowiednie brzmienie (tu ponownie Skogsberg, ale rękę przyłożył także Fred Estby) uwypukla wszelkie smaczki materiału, a tych wcale nie brakuje. Szwedzi potrafią gnać do przodu, nie unikają odpowiednio ciężkich zwolnień i nie boją się melodii. Kompozycje tylko na tym zyskują, a "Death Suits You" nie sprawia wrażenia materiału jednowymiarowego, co było główną wadą "Detached From Life".     
 
Zespół porusza się po swoim, dobrze znanym poletku z wrodzoną gracją i talentem. Zapewne, gdyby tworzący go muzycy mieli nieco bardziej rozpoznawalne nazwiska (choć przecież sroce spod ogona nie wypadli), ich dokonaniom towarzyszyłaby ekscytacja bliska tej, z jaką spotyka się taki na przykład Death Breath. Jeśli kolejny pełny krążek Mr Death (zapowiadany na wiosnę przyszłego roku) utrzyma poziom, kapela ma szansę wyrwać się z drugiego szeregu licznej deathmetalowej reprezentacji Kraju Trzech Koron. Tego życzę i na to liczę, bo dobrego niebiesko-żółtego łojenia nigdy nie mam dosyć.

Szymon Kubicki