Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Captain Grave EP

Captain Grave EP - Captain Grave

Captain Grave EP

Wykonawca:

Captain Grave

Gatunek:

Metalcore

7 /10

Miło mi jest recenzować takie debiuty. Choć słowo debiut, debiutancki, to raczej wypaczenie w stosunku do członków Captain Grave, aczkolwiek trzeba sobie uświadomić fakt, iż jakby nie było jest to formacja nowa, która tak naprawdę dopiero będzie miała okazję zaistnieć - nie ważne ile, jak czy i gdzie koncertowali członkowie zespołu w latach ubiegłych. Zatem już mówiąc o tej epce stricte - jaram się!

Powyższy zwrot potoczny w pełni oddaje moje odczucia co do tego materiału. Tym bardziej, że mam mały (a jednak) problem z jasną klasyfikacją twórczości Oświęcimskich... core'owców. I tu pojawia się pytanie czy postrzegać ten zespół w kategorii post-hardcore, co broń Boże, nie byłoby żadnym wypaczeniem, czy jako formacja bliższa punkowemu pół-światku? Bardziej skłonny jestem zaszufladkować ich bezczelnie, bezwstydnie, a może nawet i krzywdząco (w zależności od ich opinii) do tego pierwszego wora. Porzucając jednak stylistyczne, niesamowicie irytujące dywagacje  - nawet jakby to miało być disco-polo, warto się w ten materiał zaopatrzyć. A z jakich to też powodów zapytacie?

Jest ich równo sześć, wszystkie oscylują wokół trzyminutowych form muzycznych, wszystko to w komiksowo-karykaturalnej oprawie graficznej, w dodatku w bardzo organicznej, bo anty-plastikowej jakości brzmieniowej, hołdującej raczej starszym nagraniom z gatunku hardcore/punk - nie metal. Muzycznie odczuwam tutaj powiew świeżości, skok na alternatywę - zwłaszcza wokalnie blisko tarnowskiej Mougi. Nie ma co ukrywać (emo) śpiew Dawida wypada naprawdę znakomicie. Ze screamami/growlami jest już nieco gorzej, aczkolwiek nie da się mieć wszystkiego. Poza tym - Dawid czterdziechy na karku jeszcze nie ma (świeżo po dwudziestce), to będzie miał jeszcze sporo czasu by wokal poprawić, po cichu nawet życzę mu, a właściwie im, by sędziwy wiek nastał jak najpóźniej, bo kolejne materiały z logo Captain Grave powinny narobić sporo zamieszania - przynajmniej na scenie śląsko-małopolskiej. Pozostawiając kwestię wokali na krótką chwilę o samej muzyce. Tempa utworów są generalnie dość szybkie, nie znajdziemy tutaj charakterystycznych umieszczonych-gdzie-się-da breakdownów , tym bardziej blastów, a sporo gitarowego czadu, raczej prostych do zagrania riffów jak i świetnych, wpadających w ucho melodii idących w parze z mocnym rytmem.

Najlepiej pod tym względem wypada niemal singlowy, całkiem brutalny, z bardzo dobrze wyeksponowanym brzmieniem basu, track o jakże nośnej nazwie "Replacement". Tu dodać trzeba, iż jest to najbardziej rozbudowany numer spośród wszystkich na epce, a co więcej, najmilej łechcący metalcore'owe uszy słuchaczy. Jeżeli ktoś ma jeszcze jakieś opory przed bliskim spotkaniem z Captain Grave niech weźmie na wstrzymanie i odpali MySpace'a. Warto. Choćby na kilka minut aby sprawdzić co na południu gro i buczy.

Grzegorz "Chain" Pindor