Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Jonestown

Jonestown - Billy The Kid

Jonestown

Wykonawca:

Billy The Kid

8 /10

Raz już dostaliśmy po dupie od Kostaryki. Co prawda w piłkę nożną, ale jednak. Tym razem, anno domini 2010 sytuacja się powtarza, tym razem za sprawą hardcore'owców z Billy The Kid. W sumie, sam termin hardcore nie do końca oddaje to, czym raczą nas Ci przemili latynosi. Twórczość Billy The Kid to nie tylko solidne, hardcore'owe przyłożenie, ale również żywy, motoryczny dub wymieszany z co najmniej przyzwoitym rapem, podanym w iście latynoskim flow.

"Jonestown", ma jednak do zaoferowania nieco więćej niźli szybkie hardcore'owe petardy lecące z blastem włącznie, czy elektroniczne bujające rytmy. O dziwo, krążek obfituje też w solidną dawkę reggae'owego ciepła, którego posmak słuchacz otrzymuje w krótkim, minutowym przerywniku "Rockefeller". Gro albumu to jednak bardzo szybkie granie, z przewagą łojenia na klasyczną stopę werbel, z ogromną ilością breakdownów, krzyczanych wokali, jak i... uwaga, melodii rodem z albumów For The Fallen Dreams. Konfrontacja z najnowszą odsłoną Billy The Kid pozostawie po sobie trwałe ślady i urazy - może nawet psychiczne. Moje własne małżowiny uszne katowane są tym albumem regularnie, z przerwami na n-te odsłuchy nowego Bring Me The Horizon, czy też, dla odświeżenia pamięci, francuskiego Hacride.

Ale to, co okrutnie mi się w tym albumie podoba, to szczerość bijąca z głośników. Konkretny, życiowy przekaz grupki straight edge, nie rzadko wykrzykiwany w języku hiszpańskim, co niezwykle mile łechce moje uszy w trakcie prostych, ale doskonale dopasowanych breakdownów. Może i brakuje tu krzty oryginalności, może bas dudni nieco za głośno, może też warto by ich zganić za to, że dłuższe formy muzyczne, oscylujące wokół trzech lub czterech minut to niezbyt ich działka, ale co tam - jako całość Billy The Kid lapidarnie mówiąc - zabija i basta! Czego jednak nie mogę odżałować, to faktu, iż nie miałem okazji ich zobaczyć live. Czy to w Katowicach rok temu, czy  to całkiem niedawno na Słowacji. Dziwnym trafem nikt nie pokusił się o to by w tym roku ściągnąć tych uroczych latynosów choćby na śląśk, ale jak mniemam będzie jeszcze ku temu okazja. W końcu zespół nader często penetruje europejskie tereny, więc spodziewam się kolejnego ataku na przełomie 2010/2011 roku.

A jak nie u Nas, na Starym Kontynencie, to na co po cichu liczę, karierę zrobią w Stanach. Bo gdzie indziej, skoro taki, a nie inny hardcore wciąż ma tam popyt, mimo iż deathcore i djent aktualnie "królują". Ogółem rzecz biorąc, a jednocześnie podsumowując: fani For The Fallen Dreams, Terror, The Ghost Inside, Bane - z "Jonestown" spędzą bardzo gorące, i szalone chwile, a wszystko to za mniej niż 15 euro.

Grzegorz "Chain" Pindor