Kup Magazyn Gitarzysta

Veto - Redrum

Veto

Wykonawca:

Redrum

Gatunek:

Rock

6 /10

Słowo "redrum" większości kojarzy się zapewne z "Lśnieniem" Stephena Kinga. Nasz rodzimy zespół o tej nazwie z pewnością nie wejdzie nigdy do panteonu popkultury jak ta kultowa powieść mistrza horroru, choć ma spory potencjał do nagrania w przyszłości bardzo dobrego materiału.

Redrum istnieje od 2002 r., ma na swoim koncie sporo sukcesów na przeglądach zespołów rockowych, supportowanie kilku bardziej znanych polskich formacji oraz zarejestrowane trzy demówki. "Veto" to zaś oficjalny debiut grupy.

Największym atutem kapeli są umiejętności techniczne jej członków. Od pierwszych dźwięków na "Veto" słychać, że dobrze sprawdziliby się w graniu nie tylko rocka i metalu, ale także np. jazzu. Szkoda, że nie idzie za tym ogólna jakość muzyki Redrum. W zaprezentowanym materiale brak pewnego feelingu, czegoś co sprawiłoby, że po płytę chciałoby się sięgać częściej. Dobrze byłoby w przyszłości posiedzieć dłużej przy aranżacjach i dramaturgii poszczególnych numerów. Na debiucie muzycy zmarnowali bowiem kilka ciekawych pomysłów. Przykładowo, można było rozbudować psychodeliczny początek "Gdybym chciał" czy schizofreniczną "Chichą rzekę łez". Z pewnością nie zaszkodziłoby zastanowienie się nad całością. Momentami album brzmi dość nie spójnie i wydaje się za bardzo "rozjechany" stylistycznie.         
 
W pozytywnym odbiorze  płyty przeszkadzają także wokal i teksty. Paweł Kryściński bardziej recytuje niż śpiewa, robi to do tego w niezbyt przekonywujący sposób. Jego głos brzmi dość nijako, brak w nim pewnego wyrobienia. Liryki brzmią zaś niejednokrotnie banalnie, grafomańsko i w wielu miejscach pretensjonalne.     

Proponowałbym muzykom zrezygnować także z niby-dystansu i poczucia humoru. "Rubikowe" klaskanie w utworze tytułowym i "dowcipy" w ukrytym bonus tracku też nie przekonują do płyty, a raczej irytują.  

"Veto" pokazuje pewien potencjał Redrum. Obecnie jest jednak zbyt słabo, by uznać zespół za coś więcej niż kolejną "podwórkową" kapelę.

Jacek Walewski