Kup Magazyn Gitarzysta

Triumph - Lorna Shore

Triumph

Wykonawca:

Lorna Shore

Gatunek:

Metal

7 /10

Lorna Shore dla większości słuchaczy wyda się nad wyraz przeciętnym, kolejnym stricte metalcore'owo/deathcore'owym tworem, który po prostu sobie jest, i raczej nikomu nie zawadza, ale kariery to raczej nie zrobi. I co z tego. Może tak, a może nie. Ja wychodzę z założenia, że od czasu do czasu nutka tego co "generic" nikomu nie zaszkodzi. Pomijając już kompletny brak jakiejkolwiek własnej inwencji czas spędzony z debiutancką ep Lorna Shore wcale to, ale wcale nie uznaję za stracony.

Spragnieni mocarnych breakdownów jak i szybkiego grania do przodu, w głównej mierze z blastem lub opcjonalnie, a nawet paradoksalnie: włącznie z nieco bardziej połamaną rytmiką powinni być stosunkowo usatysfakcjonowani. Dodajmy do tego bardzo przyzwoity wokal lawirujący pomiędzy screamami a guttural growls, i otrzymujemy całkiem smaczną, smakową wręcz petardkę. Cztery utwory plus jedno intro niestety nie trwają dłużej jak 20 minut, aczkolwiek wydaje mi się, iż jest to odpowiednia długość dla takiego materiału. Wszak przecież to debiut, póki co nieźle rokujący na przyszłość, mający swoje momenty w postaci naprawdę fajnych breakdownów, czy o dziwo! - solówek. Ta z "Infection" dodaje bardzo sympatycznego posmaku dla całości. Choć ani to tapping, ani shredding. Ostatecznie, uważam, że tego typu Parkwayowa "zagrywka" potrafi ładnie urozmaicić raczej brutalną piosenkę.  

Jedyne czego rzeczywiście tutaj brakuje to czytelniejszej produkcji, krzty oryginalności i Bożej iskry, która pozwoli im zaistnieć gdziekolwiek dalej, byle nie we własnym stanie. Konkurencja jest niestety zbyt spora, a o sile przebicia mam nadzieję, że zadecyduje pełnoprawny, pierwszy longplay. Ep-ka póki co sprawia bardzo pozytywne wrażenie, chętnie do niej wrócę, aczkolwiek obawiam się, że w zalewie tego typu wydawnictw (np. Beheading of A King z Kanady) szybko mogę o niej zapomnieć.

Grzegorz "Chain" Pindor