Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Wonderlustre

Wonderlustre - Skunk Anansie

Wonderlustre

Wykonawca:

Skunk Anansie

7 /10

Skunk Anansie kazali nam czekać bardzo długo na swoje nowe dzieło. 10 posępnych lat, przerwanych jedynie smaczkiem w postaci "Smashes & Trashes". Choć wszyscy mięli nadzieję na reaktywację, a co za tym idzie na całkiem nowy materiał, to była to wyjątkowo nikła nadzieja. Aż tu nastał rok 2010 i wszelkie marzenia odnośnie zespołu się spełniły.

Ostatnimi czasy mamy sezon powrotów. Najpierw Alice In Chains ze swoim świetnym krążkiem, teraz Skunk Anansie. Tylko czy odgrzewane jest nadal smaczne? Po całej dekadzie nieobecności zespół postanowił znów wejść do studia i nagrać nowy materiał.

W sierpniu, po wypuszczeniu pierwszego singla "My ugly boy" fani padali jak betki ze szczęścia i dostawali choroby sierocej w oczekiwaniu na cały album. "Wonderlustre" objawił się niecały miesiąc później. Tylko czy lata oczekiwania zostały wynagrodzone?  Na pewno jest lepiej niż w przypadku najbardziej oczekiwanego albumu świata w postaci pewnej Chińskiej demokracji. Bo po jej nadejściu można było popełnić co najwyżej rytualne harakiri.

Na całe szczęście Skunk Anansie nie cierpiał na tak poważny brak dochodów jak pan Rose i mogli skupić się na tym, aby materiał był dobry. Charyzmatyczna Skin, jedna z najlepszych wokalistek, nadal pozostaje w świetnej formie. Mimo, iż wszystkie kompozycje są dość spokojne, jej głos tnie powietrze niczym brzytwa. Ta pani gra pierwsze skrzypce w zespole, jest niekwestionowaną liderką. Muzycznie oczywiście zespołowi niczego nie brakuje. Myślę, że ogromną sztuką jest nie danie się zupełnie zdegradować do roli "reszty zespołu, w którym śpiewa Skin".

Piosenki wybrane na tę dość krótką płytę tworzą całkiem udaną listę. Chociaż chwilami jest nieco monotonnie, to większość utworów jest w stanie skupić uwagę słuchacza. Świetny singiel "My ugly boy" doskonale obrazuje za co kocha się ten zespół. Jest dynamiczny, z rockowym zacięciem i można go słuchać aż do zdarcia płyty. Podobnie jest w przypadku "It doesn’t matter". Skoczny, ze świetnymi chórkami. Trochę gorzej jest w przypadku "The sweetest thing". Galimatias jaki zrobił się w okolicach refrenu utrudnia spokojne przebrnięcie przez kawałek. Za dużo wokalu działającego skuteczniej niż labirynt. Można się solidnie pogubić. I wcale nie jest tak słodko. Teksty na "Wonderlustre" są dość proste, co jest ich zdecydowaną zaletą. Myślę, że przy 41 minutach podzielonych na 13 kompozycji bawienie się w wieszcza narodu nie jest najlepszym pomysłem.

Całość jest w miarę łatwa, lekka i przyjemna. Chwilami bywa nudnawo, lekko monotonnie, ale całość jest zdecydowanie dobra. Album nie rzuca na kolana, ale fanom powinien przypaść do gustu. Nie jest to też najlepszy powrót świata, ale odpowiadając na pytanie postawione na początku: tak, odgrzewane jest całkiem smaczne.

Julia Kata