Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / De Monstris

De Monstris - The Nulll Collective

De Monstris

Wykonawca:

The Nulll Collective

5 /10

Od dawna już nie pojawił się w Gitarzyście przedstawiciel funeral doom metalowej sceny. Nie wydaje mi się wprawdzie, by fakt ten komukolwiek spędzał sen z powiek, bo trudno wskazać bardziej niszowy gatunek w obrębie ekstremalnego grania. Nawet fani najcięższych brzmień przeważnie za nim nie przepadają.

Ja natomiast wręcz przeciwnie, choć zdecydowanie nie podchodzę do tego typu zespołów bezkrytycznie. Ta muza musi mieć w sobie coś więcej niż tylko grobowy klimat i monotonne powtarzanie w nieskończoność tych samych patentów. Choć na pierwszy rzut ucha mogłoby się wydawać, że wszystkie bandy z tej szuflady grają mniej więcej to samo, to jednak bez wątpienia można tu wskazać zarówno ’gwiazdy’, jak i drugą czy nawet trzecią ligę. The Nulll Collective do nieboskłonu ma daleko, dlatego polecać go raczej nie będę; niestety, sytuuje się poniżej przeciętnej.

Już po zapoznaniu się ze składem personalnym tego belgijsko-amerykańskiego projektu wiedziałem, że lekko nie będzie. Stoi za nim bowiem m.in. E.M. Hearst znany choćby z Torture Wheel, to jest jednego z najbardziej ekstremalnych funeralowych tworów oraz Stijn van Cauter wchodzący w skład m.in. Wijlen Wij. Zresztą, cała trójka muzyków udziela się lub udzielała w parunastu przedsięwzięciach, czasem jednoosobowych, których wspólną cechą jest gatunek - funeral doom. "De Monstris" to debiutancki album The Nulll Collective, choć kapela wydała też parę internetowych singli (zabieg raczej niecodzienny w obrębie tej stylistyki).  

Wytwórnia Aesthetic Death określa zawartość "De Monstris" jako ekstremalnie surowy, przytłaczający, posępny, nienawistny, eksperymentalny funeral death dooom. Niemało przymiotników i w sumie prawie wszystkie pasują idealnie, co niestety wcale nie składa się na końcowy sukces albumu. Najprościej byłoby usytuować ten projekt gdzieś w okolicach Esoteric, mając na uwadze przede wszystkim ogólną, apokaliptyczną atmosferę krążka. O ile jednak kawałki Anglików, wbrew pozorom, mają bardzo bogatą strukturę, a ich muza wciąga całkowicie, tak The Nulll Collective jest zdecydowanie bardziej surowy i monotonny, co zbliża go do weteranów w rodzaju Thergothon.

Są tu niezłe fragmenty, jak króciutki "Repulsugloid (part 2)", jest nawet moment death metalowego przyspieszenia (Repulsugloid (part 1), ale generalnie zazwyczaj wieje nudą. Mam wrażenie, że zespół zbyt daleko zapędza się w tej surowości i, zwłaszcza w najdłuższych trzynasto- i siedemnastominutowych utworach, gubi gdzieś koncept. Przez to na przykład "Exocation of the Void-Self" brzmi momentami bardzo chaotycznie, kapela plącze się bezwładnie, byle tylko grać jak najwolniej. Mamy jeszcze przymiotnik ’eksperymentalny’. Określenie to często jest rodzajem listka figowego, który skrywać ma niesłuchalność danego materiału. No chyba, że chodzi tu o zamykający płytę "Silent Night", który oparto na melodii znanej wszystkim kolędy. ’Cicha noc’ w wersji funeral doom - przyznaję, tego wcześniej nie słyszałem. Problem w tym, że nie do końca ogarniam, co zespół chciał w ten sposób przekazać.             

The Nulll Collective, jak na zawodnika wagi superciężkiej, zdecydowanie nie bierze jeńców. To muza wyłącznie dla garstki największych zapaleńców gatunku, w którym jednak powstało sporo krążków znacznie lepszych niż recenzowany "De Monstris". Wytwórnia przestrzega, by bojaźliwi trzymali się z dala od tego materiału i właściwie trzeba przyznać jej racje. Niech będzie, że jestem tchórzliwy, wybieram bezpieczny dystans.       

Szymon Kubicki