Kup Magazyn Gitarzysta

Angel - Astral Sleep

Angel

Wykonawca:

Astral Sleep

Gatunek:

Doom metal

7 /10

Upraszczając, doom metal z Finlandii obraca się albo w mocno pogrzebowych klimatach albo też na poletku, na którym nieusuwalne piętno odcisnął Reverend Bizarre i kontynuatorzy jego dzieła, w rodzaju Lord Vicar. Astral Sleep zdecydowanie bliżej do tego drugiego, tradycyjnego nurtu. Z drugiej strony jednak, choćby z racji zastosowanych death metalowych elementów, nie można w prosty sposób zamknąć go w tej właśnie szufladzie.

"Angel" to trzyutworowa epka, wydana dwa lata po debiutanckim albumie, który również ukazał się nakładem Solitude Productions. Niestety, nie miałem okazji się z nim zapoznać, trudno mi więc określić, jak w praktyce wygląda muzyczna ciągłość między tymi materiałami. W przypadku recenzowanego mini kapela zastosowała całkiem ciekawy zabieg, z którym jak do tej pory chyba się nie spotkałem. Krążek zawiera trzy muzyczne interpretacje tego samego tekstu, napisanego przez wokalistę kapeli. Tekst jest raczej grafomański i dziecinny, nie mówiąc o tym, że na początku anioł dowiaduje się, że "god is dead", a na końcu, że "god lives but he's weak". Nie w tym jednak rzecz. Żeby bowiem było ciekawiej, owe interpretacje polegają na tym, że każdy z utworów został stworzony przez innego członka zespołu. Dzięki temu, kawałki różnią się od siebie, choć oczywiście wciąż pozostają w ramach konkretnej stylistyki.  

"Angel" otwiera świetne, mocne, konkretne death metalowe wejście, nawiązujące zarówno do wzorcowych bandów z lat '90, jak i tego, co dziś tworzy choćby Novembers Doom. Dalej dzieje się więcej, choć początkowy motyw jeszcze się przewija. Zaskakują czyste wokale w stylu niezastąpionego Alberta Witchfindera ze wspomnianego Reverend Bizarre, dobrze zgrane z growlingiem. To chyba najbardziej urozmaicony kawałek, który garściami czerpie z klasycznej doom/death metalowej spuścizny, ale nie cofa się także zarówno przed epickimi, jak i niemal black metalowymi fragmentami. Druga kompozycja rozpoczyna się z kolei niczym typowy melancholijny doom metal, aby dalej rozwinąć się w coś zdecydowanie nieprzewidywalnego. Muzycy z dużą łatwością żonglują pomysłami i wychodzi im to naprawdę dobrze. Totalnym zaskoczeniem jest choćby bajkowo- progresywna partia w połowie czwartej minuty, czy znakomite funeralowe zakończenie. Ascetyczny utwór numer trzy kontynuuje pogrzebowe klimaty, a kapela trzyma pomysły w ryzach i nie bawi się już w kameleona.

Całość sprawdza się nadzwyczaj dobrze. Przede wszystkim, prawdziwym bohaterem "Angel" jest stojący za mikrofonem Markus Heinonen. Dzięki niemu to, wokalnie, jeden z najciekawszych materiałów, jakie ostatnio słyszałem w tym gatunku. Growling, skrzek czy wszelkiego rodzaju czyste partie - nie ma dla niego rzeczy niemożliwych, choć wysokie rejestry w jego wykonaniu mogą irytować.

"Angel" to bardzo dobra robota. Ze znanych elementów Astral Sleep stworzył coś naprawdę unikalnego na mocno dziś zatłoczonej doom metalowej scenie. Na pewno rozejrzę się za debiutem i będę miał oko na ich kolejne wydawnictwa.

Szymon Kubicki