Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Live At Satyrblues

Live At Satyrblues - Magda Piskorczyk

Live At Satyrblues

Wykonawca:

Magda Piskorczyk

Gatunek:

Blues

8 /10

Przez lata za królową polskiego bluesa uchodziła ceniona przez wszystkich Elżbieta Mielczarek. Pani Mielczarek dziś już nie koncertuje i nie nagrywa tyle co kiedyś, a zapotrzebowanie na dobrego, kobiecego bluesa nie zmniejszyło się, wręcz odwrotnie.

Na szczęście mamy Magdę Piskorczyk, która w znakomity sposób szerzy bluesa w subtelniejszym wydaniu, udowadniając tym samym, że nie jest to sport jedynie dla twardzieli. Przy okazji zdarza się jej wystąpić z ciekawymi artystami z zagranicy, a jeden z tych koncertów został zarejestrowany na płycie CD.

O Slidin’ Slimie pewnie nikt w Polsce nie dowiedziałby się ot tak, po prostu. Wszak to artysta nie z kolebki bluesa, USA, tylko ze Szwecji. I cóż, że ze Szwecji, skoro bluesa wykonuje wcale nie gorzej niż topowi artyści amerykańscy. Na szczęście Magda Piskorczyk, która również nie ustępuje nikomu, ochoczo przygarnęła Slidin’ Slima, by ten wespół w zespół wystąpił z nią na festiwalu Satyrblues. Planowany na 15 minut występ przerodził się w 40 minut, co radośnie przyjęła publiczność. Pewnie nawet nie połapała się, że próba przed koncertem trwała jeszcze krócej, ale jak wiadomo blues to uniwersalny język, więc wszystko odbyło się bez wpadki.

Ponad rok fani musieli czekać na ukazanie się materiału z koncertu Magdy i Slidin’ Slima.  Album pod nazwą "Live at Satyrblues" z całą pewnością wynagrodził oczekiwanie. Zarejestrowanych siedem kawałków stanowi łakomy kąsek dla fanów obu artystów. Czego spodziewać się po tym albumie? Przede wszystkim jest to oszczędny blues akustyczny, z rytmiką wzorowaną na tradycji afrykańskiej, którą upodobała sobie pani Piskorczyk. No i pamiętajmy, że tylko jeden utwór na płycie nie jest standardem, ale nie ma to najmniejszego znaczenia. Wszak wykonania nacechowane są oryginalnością.

Magda Piskorczyk po raz kolejny udowodniła, że scena bluesowa bez niej byłaby nie tyle uboższa, co nawet niekompletna. Nie tylko z pasją wykonuje zapomniane przez wielu bluesowe covery, ale i czyni to nierzadko w towarzystwie doborowych muzyków zagranicznych. Tym samym, z czystym sumieniem polecam wszystkim jej najnowszy album.

Kuba Chmiel