Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Head Sacrifice

Head Sacrifice - Soundfear

Head Sacrifice

Wykonawca:

Soundfear

Gatunek:

Deathcore

6 /10

Przygoda z rodzimym deathcorem wciąż trwa, i choć trudno o to, by przebić poziom Drown My Day lub wybić się na miarę Angelreich/Faust Again, młode hordy wciąż atakują coraz to nowszymi wydawnictwami. Niedługo na świat przyjdzie pełen longplay śląskich deathcore'owców z Dust'n'Brush, i na tą chwilę śmiało mogę powiedzieć, że Ci, którzy kochają blasty, technikę i melodie spod znaku The Black Dahlia Murder - powinni na tą pozycję wyczekiwać z wypiekami na twarzy. Za nim to się jednak stanie premiery swoich (arcy)dzieł będą mieć również core'owcy z Paulo Sergio, oraz jedna z ostoi rodzimego deathcore'a w postaci młodziaków z Final Sacrifice. To jednak wkrótce, a w tej chwili sprawdźmy co piszczy w Kaliszu.

Z góry przyznam się do tego, że Soundfear jak do tej pory nie zwróciło mojej uwagi. Owszem, ich aktywność oraz współpraca z portalem Metal-core.pl jak i wszelkimi jego koncertowo/pr'owskimi odnogami została odnotowana, nie mniej jednak muzyka już niekoniecznie. Świeżo zarejestrowaną epkę otwiera dość podniosłe, orientalne intro, które za zadanie ma przygotować słuchacza na soniczny atak. I ja przyznam się, że jako interludium "Mictlancihuatl" (co to do cholery znaczy?) swe zadanie spełnia znakomicie. Podkreślam jako intro, bo tego typu "najlowski" przerywnik wcale, ale to wcale nie uświadamia słuchaczowi, że za chwilę zaleją go gęste salwy blastów oraz dwa dzikie wokale. Następujący po wspomnianym już wyżej "Mictlancihuatl", utwór numer dwa, a właściwie to jeden, o tytule "Head Sacrifice" to wypadkowa współczesnego death metalu ocierającego się o elementy black metalowe, na hardcore'owej podbudowie. I tak już jest do samego końca. Raz mocniej eksponowane są elementy znamienne dla deathcore'a i pochodnych wszystkiego co core (tłumienia/breakdowny), potem dla przeciwwagi chłopaki znów przypominają sobie o kunszcie jakim jest rasowy, ciężki betonowy death metal rodem z Florydy. Na uwagę zasługuje perkusista, który jak na taką muzykę przystało prezentuje wysoki warsztat techniczny, a przede wszystkim jako taką kreatywność ("Plague of the undead"), szkoda tylko, że triggery na stopie dosłownie i w przenośni jebią całokształt soundu garów.

Gitarowi również pokazują, że śledzą zarówno aktualne trendy w muzyce, jak i wiedzą, gdzie się to wszystko zaczęło. Może nie mieszają starego z nowym tak dobrze jak Job For A Cowboy, czy by daleko nie szukać, a wciąż w naszym kraju: Escape From, mimo to radzą sobie całkiem sprawnie, nawet z partiami solowymi (po raz kolejny "Plague of the undead"). Najmniej podobają mi się wokale. Założę się, że jakby tak lepiej poszukać to zamiast dwóch pacjentów na tym stanowisku mielibyśmy jednego, solidnego death metalowego krzykacza. Sytuacja wygląda inaczej, i choć chciałbym poczuć tą moc, to jebnięcie jakie można uzyskać mając na stanie dwa gardła - nie czuję go. Jaram się niskimi, bardzo "bentonowskimi" growlami, zaś tymi wyższymi partiami już nie. Podsumowując: żywię głęboką nadzieję, iż przy longplayu zrewiduję swoje podejście do Soundfear. Co więcej, liczę na to, że wszystkie mankamenty o których tutaj napisałem przyjdzie mi odszczekać z radością na twarzy, ciesząc się, że "zmieniło się na lepsze". Na dzień dzisiejszy Soundfear ze swym "Head Sacrifice" to wyłącznie muzyczna ciekawostka na rodzimej scenie muzycznej. Z potencjałem, ale i sporą drogą do tego by osiągnąć reprezentatywny poziom.

Grzegorz "Chain" Pindor