Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Hammer Of The North

Hammer Of The North - Grand Magus

Hammer Of The North

Wykonawca:

Grand Magus

Gatunek:

Heavy metal

8 /10

Było już w Gitarzyście słów kilka o najnowszym albumie Spiritual Beggars, czas więc na ostatni krążek Grand Magus, za którym stoi JB - dezerter z Beggars. W bezpośrednim starciu górą jest stary hippis Żebrak, co nie zmienia jednak faktu, że "Hammer Of The North" autentycznie mi się podoba.

Sam się dziwię, że to piszę, ale taka jest prawda. Na pierwszy rzut ucha "Hammer Of The North" to przecież ucieleśnienie muzycznej wioski. Ten patos, te melodie i refreny, ten wszechobecny duch Manowar, szczęk oręża, czarne żagle na horyzoncie i Dumni Synowie Skutej Lodem Północy, gdzie "Mountains Be My Throne". Gdybym miał jakieś piętnaście czy osiemnaście lat mniej, schowałbym tę płytę przed kolegami pod tapczanem i słuchał jej tylko w samotności, po kryjomu, w największej tajemnicy, oficjalnie okazując Szwedom głęboką pogardę. Na szczęście, ów okres błędów i wypaczeń mam już daleko za sobą.

Grand Magus
przez ostatnie dziesięć lat przebył dość zaskakującą drogę. Zaczęło się od doomowych klimatów, idealnie pasujących do charakterystycznego profilu wytwórni Rise Above (doskonały debiut oraz "Monument"). W pewnym momencie JB uwierzył jednak, że jest nową inkarnacją Quorthona, tyle że tworzącą muzę bardziej w stylu Manowar niż Bathory. Pełnym tego wyrazem był już poprzedni, znakomity i porywający zresztą "Iron Will", który wytyczył całkiem nowy kierunek w twórczości Szwedów. Podzielił on fanów zespołu, ale entuzjastyczne recenzje przeważały na tyle, że Magusem zainteresował się Roadrunner.

Najwyraźniej JB uznał, że taka recepta na muzę sprawdza się świetnie i trzeba kuć żelazo póki gorące. Nie pozostało więc nic innego jak poprawić kolczugę, mocniej chwycić miecz i runąć na wroga z pełnym heavymetalowym impetem. Dokładnie tak, jak zwykli to czynić Metal Gods z Manowar. Problem z taką muzyką polega jednak na tym, że bardzo często wróg, owszem, pada, ale skoszony atakiem śmiechu. Niestety, w przeciwieństwie do "Iron Will", recenzowany album ociera się już o taki stan rzeczy. Nie obeszło się bowiem bez całej masy kiczowatego patosu, paru banalnych melodii oraz refrenów w stylu "Oooo!" w "Hammer Of The North" czy "Savage Tales".

W 'normalnych' warunkach taki krążek momentalnie wylądowałby w koszu, ale niestety dałem się zaskoczyć jak słowiański wieśniak przez krwiożerczego wikinga. Nim się obejrzałem, moja chata płonęła, trzodę chlewną wycięto w pień, a umysł zainfekowano "Hammer Of The North". Grand Magus ma niewątpliwy talent do tworzenia wpadających w ucho motywów. Nic nie poradzę, że po prostu rusza mnie przaśna melodyka tego materiału. Jest on tak przebojowy i tak chwytliwy, że nie zwracam uwagi na jego gładką fakturę i plastikową woń. Na przykład taki "Black Sails" - refren tego kawałka nie chce mi uciec z głowy od kilku dni, siedzę więc w aucie, stoję w korku i śpiewam "Bringing doom - Bringing death /  Black sails charge ahead / Rule with dread". Albo "Northern Star" - "Time for fast decisions / Now it's live or die / Strength is summoned from within / Northern star".    

Album rozpoczyna dynamiczne, testosteronowe wejście w "I, the Jury"; takich momentów jest tu kilka, na przykład świetny, pędzący galopem "At Midnight They’ll Get Wise" czy "Northern Star". Dominują jednak bardziej epicko-patetyczne utwory, w których zgrabnie przeplatają się motywy bardzo dobre, jak i te raczej wstydliwe (np. cała mdła środkowa część tytułowego tracka, czy refren "Bond Of Blood"). Na szczęście, więcej tu kompozycji lepszych i autentycznie chwytliwych, momentami nawet oddających ducha Bathory i to one przesądzają ostatecznie o ogólnym, pozytywnym odbiorze całości.  

Niestety, obawiam się, że "Hammer Of The North" ustawia zespół pod ścianą. Dalsza kontynuacja tego stylu grozi śmiesznością i grafomanią. Dokładnie tą samą, w jaką popadły mięśniaki z Manowar (a przecież, czy to się komu podoba, czy nie, pierwsze płyty Amerykanów to absolutna klasyka). W końcu już teraz nie udało się z pełnym sukcesem powtórzyć recepty, która zdała egzamin na "Iron Will". Trochę szkoda, że Grand Magus nieubłaganie zmierza tam, gdzie już niczego nowego i świeżego nie da się zagrać. A może właśnie o to tu chodzi? W końcu:

"We ride endless blackened waves,
To the land of our kin,
Snow lords, kings of northern seas,
Brought us home again".

Na pohybel wszystkim wrogom!

Szymon Kubicki