Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Missa Atropos

Missa Atropos - Gazpacho

Missa Atropos

Wykonawca:

Gazpacho

10 /10

Gazpacho nieprzerwanie - od samego początku naszej muzycznej znajomości - jest dla mnie jednym z najjaśniejszych punktów współczesnej muzyki progresywnej. W stronę poprzednich wydawnictw Norwegów zwykłam kierować wielkie pochwały i symboliczne zastrzeżenia - służące raczej sprowadzeniu na ziemie aniżeli konstruktywnej krytyce. "Missa Atropos" pokonuje mnie jednak zanim przez głowę zdąży mi przebiec jakakolwiek myśl o obronie. W moim mniemaniu Gazpacho wydało właśnie swój najlepszy album. Taki, który zanurzając się w onirycznej mgle pozwala jednocześnie wyraźnie widzieć muzykę, dobierać do niej obrazy.

"Missa Atropos" to wybitny album koncepcyjny, oparty na motywie stworzenia mszy dla najstarszej z Mojr - tytułowej Atropos. Album przeprowadza nas przez zmagania człowieka, który chce oddać cześć bogini losu - istocie, która przecinając nić swoimi nożycami wyznaczała kres życia każdego z ludzi. "Missa Atropos" to odbicie wojny jaka rozgrywa się w głowie i w sercu autora. Próby stworzenia dzieła doskonałego odzwierciedlają się w trzech krótkich utworach "Mass For Atropos" prowadząc nas do kresu jego starań w postaci porażającego utworu "Missa Atropos".

Wbrew pozorom nie można wyznaczyć na tej płycie utworów ważnych i ważniejszych. Powyższe utwory tylko teoretycznie można uznać za najważniejsze przystanki, punkty zwrotne albumu. Każda z tych trzynastu kompozycji wnosi coś do innych a sieć powiązań między nimi czyni z "Missa Atropos" fascynującą muzyczną symbiozę, która po rozdarciu na części nie będzie brzmiała już tak samo. Nie odnajduję w tym albumie żadnego muzycznego zgrzytu, choćby śladu muzycznej kakofonii. Nie sposób znaleźć tu nawet żadnej, potrafiącej lekko poruszyć strunę irytacji, dłużyzny. Wprost przeciwnie, zdające się przeciągać gitarowe partie pojawiające się w takich utworach jak "Vera" czy "Snail" nagle okazują się stanowczo za krótkie. Jednak myśl o tym znika już kilka sekund później, bo Gazpacho atakuje nas gęstą mżawką kolejnych, bardzo krótkich i często ledwie zauważalnych, rozmaitych dźwięków.

Najnowsza płyta Gazpacho jest dziełem niezwykle spójnym, co nie przeszkadza muzykom w targaniu emocjami słuchacza, unoszeniu go do góry i nagłym strącaniu spod nieboskłonu, dokonywanym tylko po to by przed wizją bolesnego zderzenia pozwolić mu unieść się na nowo. Odbiorca nie jest w stanie nic przewidzieć, wszelkie granice są zatarte. Melodyjne i bardzo subtelne partie smyczkowe bądź klawiszowe przechodzą w intensywną grę gitar i - przedzierając się po drodze przez ciężki psychodeliczny klimat - wprowadzają nas stopniowo w świat dźwięków inspirowanych muzyką sakralną. Wszystko to zyskuje dodatkowo na swej niezwykłości dzięki hipnotyzującemu wokalowi, którym przez pełną godzinę raczy nas Jan-Henrik Ohme.

Niezwykle trudno spotkać na swojej drodze album przepełniony takim bogactwem muzycznych smaków. Album, który można nie tylko usłyszeć, ale - przy lekkim szturchnięciu wyobraźni - dostrzec. "Missa Atropos" to płyta tak melodyjna i klimatyczna, że ma się ochotę wszystko i wszystkich dookoła umieścić poza zasięgiem wzroku i pozwolić wypełnić całą tę pustkę muzyce. Tak właśnie mam z "Missa Atropos".

Olga Kowalska