Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / From The Devil’s Tomb

From The Devil’s Tomb - Weapon

From The Devil’s Tomb

Wykonawca:

Weapon

7 /10

Agonia imponuje ostatnimi czasy swymi nowymi wydawnictwami. Chwaliłem już najświeższe mini Mr Death oraz debiut świetnego, oldschoolowego Stench. Teraz czas na drugi krążek Weapon, którego premierę wyznaczono na pierwszy dzień listopada - ulubioną przez labele datę wydawniczą.

Także i tym razem przeważać będą pochwały, bowiem "From The Devil’s Tomb" to bardzo dobry materiał. Przy okazji, odmienny zarówno od wyżej wymienionych szwedzkich nazw, jak i nie do końca wpisujący się w dość utrwalony (choć najwyraźniej stopniowo, acz konsekwentnie zmieniający się) profil wytwórni.   

Wydawca stwierdza, że recenzowany album to perfekcyjny balans między "Blessed Are The Sick" i "De Mysteriis Dom Sathanas". Mocne porównanie, które ma jednak zdecydowanie więcej wspólnego z marketingiem, aniżeli z rzeczywistością. Szczerze mówiąc, nie wiem, dlaczego do notki promo wybrano akurat te dwa tytuły. Być może użycie tych dwu archetypicznych nazw służyć miało podkreśleniu, że "From The Devil’s Tomb" to wypadkowa death i black metalu. Weapon nie ma jednak wiele wspólnego (no, może poza inspiracjami) ani z Morbid Angel, ani z Mayhem, ani też z miksem, jaki mógłby powstać ze zmieszania muzyki obydwu tych ekip, o ile rzecz jasna jestem w ogóle w stanie wyobrazić sobie podobną hybrydę. Nie zmienia to faktu, że kapela brzmi  unikalnie, a jej muzyka broni się sama, bez potrzeby uciekania się do wspomnianych wyżej przykładów.       

Jeśli jednak jakieś odniesienia do innych zespołów są niezbędne, to zdecydowanie szukałbym ich gdzie indziej. Pierwsze skojarzenie, jakie od razu rzuca się w uszy podczas odsłuchu "From The Devil’s Tomb" to The Chasm na krajoznawczej wycieczce w okolicy Olimpu. Ta meksykańska ekipa przychodzi mi do głowy momentalnie, choć nie ma tu mowy o dosłownym podobieństwie. Zdecydowanie mniej tu bowiem stricte death metalowych elementów, które wykorzystuje w swej twórczości The Chasm. Bardziej chodzi o podobny klimat i specyficzne wykorzystanie melodii przez obydwa bandy. W muzyce Weapon nie można też nie wyczuć charakterystycznej greckiej atmosfery. Szczerze mówiąc, choć Weapon rezyduje w Kanadzie, gra po grecku lepiej niż tuzy tamtejszej sceny. Obecnie, osiągnięcie takiego efektu nie jest chyba niczym trudnym, zwłaszcza, jeśli wziąć pod uwagę ostatnie (jakże żałosne) poczynania Rotting Christ czy Nightfall.

Wspomniałem o specyficznej melodyce krążka, bo to chyba jego najważniejszy i najbardziej charakterystyczny element. Dzięki temu, mimo że kompozycje są dość długie i rozbudowane, album gładko wpada w ucho; z drugiej strony brak tu kawałków, które wyróżniałyby się jakoś szczególnie na tle reszty. Płyta jest bardzo zwarta i spójna; jedyny nieco inny od reszty utwór to znakomity instrumentalny "LEFTHANDPATHYOGA", mający w sobie coś z aury kreowanej przez Agalloch. Pozostałe kawałki to już monolit. Pomimo wielokrotnego przesłuchania "From The Devil’s Tomb", pamiętam z niego raczej pojedyncze zagrywki, solówki czy inne patenty. A tych jest niemało, choć na szczęście wszystkie "okultystyczne" motywy, jak te z początku "The Inner Wolf" dawkowane są z pochwały godnym umiarkowaniem. Dzięki temu materiał nie zmienia się w wioskę i nie odciąga słuchacza od istoty rzeczy.

Nie wiem, jak "From The Devil’s Tomb" ma się do ubiegłorocznego debiutu Weapon, bo nie dane mi było go poznać, ale faktem jest, że zagorzałym miłośnikom wszelakiej ekstremy do gustu raczej nie przypadnie. Tutaj zresztą upatrywałbym podstawowej słabości albumu. Brakuje mi nieco większej dawki ciężaru i agresji. Nie pogardziłbym też szczyptą oldschoolowego klimatu. Jak na zły i okultystyczny black metal, płyta jest zbyt wypolerowana i grzeczna. To w zasadzie nic wyjątkowego, Watain działa podobnie, tak czy owak - trochę obskurnej atmosfery żadnej metalowej płycie krzywdy raczej by nie wyrządziło.

Na koniec, mam też pewne zastrzeżenia co do samej produkcji. Na pierwszy plan wysunięte zostały gitary (pewnie słusznie, bo to bardzo gitarowy materiał), stało się to jednak kosztem sekcji rytmicznej, a zwłaszcza perkusji. Instrument ten ma tu raczej nie przeszkadzać niż odgrywać rolę bardziej znaczącą, choćby w przydaniu muzyce odpowiedniego powera.

Szymon Kubicki