Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Turning Lead Into Gold With The High Confessions

Turning Lead Into Gold With The High Confessions - The High Confessions

Turning Lead Into Gold With The High Confessions

Wykonawca:

The High Confessions

9 /10

Uwielbiam "jesienne" albumy. Takie, które charakteryzują się ciężkim, depresyjnym i mrocznym klimatem. Stąd też The High Confessions na starcie mieli u mnie "z górki". Patrząc zresztą na skład zespołu nikt chyba nie spodziewał się wesołego krążka przepełnionego letnimi hitami…

The High Confessions jest super-grupą założoną przez muzyków związanych z m.in. Sonic Youth, Minsk i Ministry. Zarejestrowany przez nich debiutancki materiał to solidna porcja muzyki idealnej dla wielbicieli nurzania się w cudzych depresjach i zaburzeniach psychotycznych. Nie wiem, przez co w ostatnim okresie przechodzili członkowie zespołu, ale nagrane przez nich pięć długich (tylko otwierający płytę "Mistaken for Cops" trwa trochę ponad cztery minuty, reszta oscyluję w okolicach dziesięciu minut) kompozycji brzmi jakby na czas wizyty w studiu odłożyli prozac.

Wspomniany zresztą "Mistaken for Cops" to akurat najdynamiczniejszy i najbardziej odstający nastrojem fragment albumu. Tak zapewne zabrzmiałoby "Atrocity Exhibition" z "Closer" Joy Division, gdyby jego twórcy zagrali go agresywniej, a Ian Curtis zaśpiewał jeszcze bardziej beznamiętną barwą. Interesującym zabiegiem było umieszczenie zaraz po tym numerze "Along Came the Dogs". Ponad kwadrans najdziwniejszej rockowej kompozycji ostatnich paru lat z pewnością odrzuci wielu słabszych psychicznie. Jednostajna gra perkusji, ambientowe plamy i szumy oraz "wokal" w postaci szeptów mogą doprowadzić do szaleństwa mniej odpornego słuchacza.

Późniejsze utwory też trudno nazwać piosenkami. W "The Listener" uwagę zwraca zwłaszcza hipnotyzujący wokal, a właściwie recytacja. Akompaniament to zaś ponownie monotonna perkusja, rzężące gitary i elektroniczne sample w tle. Niejako kontynuacją jest "Dead Tenements" początkowo utrzymane w podobnym klimacie. Tutaj jednak atmosfera z każdą minutą się zagęszcza aż do wybuchu przy końcu numeru, kiedy sekcja wyraźnie przyśpiesza, zaś wokalista zamiast flegmatycznie wypowiadać tekst, gniewnie wyrzuca z siebie jego kolejne linijki. Wieńczący album "Chlorine and Crystal" wnosi jakoby więcej powietrza oraz dynamizmu i brzmi częściowo jak rozwinięcie zakończenia poprzedniego numeru… albo dowód na huśtawkę emocjonalną jego autorów.            

"Turning Lead…"
to album niezwykły ze względu na zawarta na nim atmosferę. Analizując dotychczasowe dokonania głównych projektów jego twórców, można zgadywać, że największy wpływ na muzykę The High Confessions miał Sanford Parker współodpowiedzialny za jedną z najciekawszych płyt ostatnich paru lat - "Fire Ritual of Abandonment" Minsk. Uważny słuchacz bez trudu powinien zresztą odnaleźć punkty wspólne pomiędzy "Turning Lead…" a wspomnianym wydawnictwem macierzystej formacji brodatego muzyka. Nie wiem jak potoczą się dalsze losy The High Confessions, mam jednak nadzieję, że muzycy nie poprzestaną na jednej płycie…

Jacek Walewski