Kup Magazyn Gitarzysta

Słonina - Słonina

Słonina

Wykonawca:

Słonina

8 /10

Kiedy Robert Gasperowicz przesłał mi pierwsze nagranie Słoniny, utwór "Rzeźbiarz" nie mogłem uwierzyć własnym uszom. Lider Samo postanowił sprawdzić się w świecie zupełnie innych dźwięków. Do tego wszystkiego wziął do współpracy Stanisława Wołoncieja, który w ich wspólnym, nowym projekcie śpiewa nie dość, że dziwnie to jeszcze po polsku…

Robert w Samo pisze utwory, przy których nawet połamańce Szwedów z Meshuggah wydają się kojącymi kołysankami. Staszek zaś wystukuje rytm swoim kolegom i bratu w prog-metalowym Newbreed oraz tworzy szeroko pojętą muzykę metalową w egoistyczno-solowym projekcie, Egoist. Debiutancka EP-ka Słoniny roztacza przed słuchaczem inne, jednocześnie znacznie rozleglejsze, krajobrazy muzyczne.

Samego ciekawi mnie jak do tego wydawnictwa podejdą recenzenci. Ci, przyzwyczajeni do porównywania kapel do innych, bardziej znanych zespołów, połamią sobie zapewne zęby na tej płytce. Grupa nie gra może i dźwięków zupełnie nowych, faktem jednak jest, że swoje inspiracje (metal, industrial, muzyka elektroniczna) miesza w bardzo kreatywny i zakręcony sposób, tworząc miksturę mocno ciężkostrawną dla niewyrobionego słuchacza. Podstawą do zrozumienia Słoniny jest wczucie się w klimat ich muzyki. A to - bez ingerencji pewnych środków chemicznych na układ nerwowy - może wydawać się wcale niełatwym zadaniem.

Otwierający EP-kę, wspominany już "Rzeźbiarz" na tle pozostałego materiału sprawia wrażenie najłatwiej przyswajalnego. Już w nim można usłyszeć cechy charakterystyczne dla twórczości grupy - psychodeliczną grę gitary oraz mocno uwypuklony bas, który swoją drogą w tym akurat kawałku brzmi jakby został wycięty z którejś z wczesnych płyt… Korna. "Kieszonkowiec" pozbawiony jest bujającej rytmiki poprzednika. To utwór o bardziej sennym nastroju z mrocznym, elektronicznym podkładem. Sielsko na krótko robi się tylko w balladzie "Julia", która zdradza inspiracje trip-hopem. Następującego po niej "Wychowańca" rozpoczyna niepokojąca gra gitary, do której po chwili dochodzą ciężki bas i beznamiętna recytacja Staszka. Wraz z pojawieniem się sampli utwór przechodzi w refren, będący chyba najdynamiczniejszym i najmocniejszym fragmentem na całej EP-ce. "Maj" to przede wszystkim popis wokalisty, o tym jednak za chwilę… Wieńczący płytę "W twoje" to zaś najmroczniejszy fragment dotychczasowej twórczości Słoniny, otwierający zespołowi najwięcej furtek na przyszłość.  

Polski słuchacz, a w takiego, jak wiemy z wywiadów, celują muzycy, skupiać będzie się zapewne na wokalu. Powodem są oczywiście polskie teksty.  Ich interpretacja przez Staszka również nie pozostaje jednak bez znaczenia. Słychać, że po zarejestrowaniu partii na "Ultra-Selfish Revolution" Egoist wyraźnie nabrał pewności siebie i na "Słoninie" pozwolił sobie na pewną dawkę eksperymentów i zabaw z wokalem. Dystans i poczucie humoru ukazuje na początku "Maj", który rozpoczyna… popularną dziecięcą wokalizą. Zresztą ten numer to w największym stopniu popis jego umiejętności. Schizofreniczne wokale dodają całej płycie charakterystycznego, przepełnionego niepokojem, senno-koszmarnego klimatu. Odczucie zupełnego odrealnienia wzmacniają do tego teksty Karola Gawerskiego, pozostawiające szerokie pole do interpretacji.   

Słonina swoim debiutem intryguje i daje nadzieje na przyszłe, równie interesujące, wydawnictwa. Największym atutem zespołu wydaje się panujący w jego muzyce eklektyzm stylistyczny, który gwarantuje - przynajmniej mi - to, że oczekiwanie na "dwójkę" grupy będzie niezwykle ekscytujące.  

P.S. Jedyny zarzut, jaki mam do tego mini-albumu, to fakt, że muzycy zastosowali na nim automat perkusyjny zamiast "żywego" instrumentu. W kontekście funkcji, jaką Staszek pełni w Newbreed, taka decyzja może dziwić. Nie czepiam się jednak, gdyż w momencie, gdy doszedł on do projektu, większość materiału była już ponoć gotowa.

Jacek Walewski