Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Relentless Retribution

Relentless Retribution - Death Angel

Relentless Retribution

Wykonawca:

Death Angel

6 /10

Nie wiem dlaczego, ale wciąż mam tendencję do postrzegania Death Angel jako zespołu, który dopiero co powrócił na scenę po bardzo długim niebycie. Tymczasem, od jego wskrzeszenia minęło jak nic dziewięć lat, a "Relentless Retribution" to już trzeci album studyjny wydany w tym czasie.

Być może dzieje się tak dlatego, że żadna z dotychczasowych płyt Amerykanów, które ukazały się po wspomnianym powrocie, nie sprostała w pełni pokładanym w nich nadziejom; nie udowodniła też, w sposób nie budzący wątpliwości, że rezurekcja Death Angel faktycznie miała sens. Przeszło dziesięcioletnia przerwa w funkcjonowaniu bandu wciąż nie została zniwelowana; obecne materiały podopiecznych Nuclear Blast w żadnym razie nie zbliżają się nawet do poziomu prezentowanego na trzech pierwszych, klasycznych krążkach, które ukazały się w końcówce lat '80. Szczerze mówiąc, za najlepsze dokonanie kapeli (w ostatniej dekadzie) uważam koncertowe DVD "Sonic Beatdown - Live in Germany", przede wszystkim dlatego, że scena to prawdziwy żywioł tych gości oraz ze względu na odgrywany wówczas stary materiał. Niestety, "Relentless Retribution" zasadniczo nie wpływa na zmianę tego stanu rzeczy.

A mogło być dobrze, bowiem tendencja w twórczości bandu zdawała się być wznosząca. "Killing Season", mimo paru mankamentów, był mocniejszy i przede wszystkim po prostu lepszy od słabego "The Art Of Dying". Nadzieja na to, że jego następca zostanie utrzymany w podobnym stylu nie była więc wcale taka bezpodstawna. Nie bardzo się to jednak udało, bo recenzowana płyta, kolejny raz, jest bardzo nierówna. Obok dobrych kompozycji są tu i bardzo słabe, zupełnie zbędne, których wyrzucenie poza nawias wyszłoby tylko całości na dobre - zwłaszcza, że cały materiał trwa aż 56 minut. To przede wszystkim dlatego marketingowe stwierdzenie wytwórni, że "Relentless Retribution" to najmocniejsze thrashmetalowe dzieło kończącego się już roku, jest po prostu zupełnie nieprawdziwe.  

Do tych najlepszych momentów zaliczyłbym na pewno "Into The Arms Of Righteous Anger", "River Of Rapture", "Absence Of Light" oraz "Truce", choć w tym ostatnim przeszkadzają mi trochę refreny. Na uwagę zasługują również niemal punkowy "This Hate", który udał się nad wyraz dobrze oraz zamykający album szybki "Where They Lay", z linią melodyczną przypominającą "Whiplash" Metalliki. To dobre, solidne numery, choć w głowie na dłużej nie zostają.      

Niestety kiepskie kawałki skutecznie równoważą najlepsze partie "Relentless Retribution". Już drugi na płycie, i zarazem najdłuższy, "Claws In So Deep" dzięki swym koszmarnym refrenom sprawił, że przy pierwszym podejściu na tym etapie zakończyłem odsłuch całego krążka. Jakby tego było mało, zupełnie od czapy doklejono do niego wirtuozerski popis gitarowych umiejętności duetu Rodrigo Y Gabriela. Robi wrażenie, ale kompletnie nie wiąże się z pierwszą częścią utworu. Totalnie sztuczny zabieg, wkład gości można było wykorzystać w znacznie ciekawszy sposób.

Co najgorsze, dla niepoznaki, umieszczono jednak w drugiej części albumu. Zła passa zaczyna się od "Death Of The Meek", którego śpiewany refren przyprawia o autentyczny dreszcz zgrozy. Podobny fuck-up zalicza "I Chose The Sky" i nawet świetna solówka niewiele tu może pomóc. "Opponents At Sides" jest jednak jeszcze gorszy. Gdybym nie wiedział, że to Death Angel, nigdy bym nie rozpoznał, ani tym bardziej nie uwierzył, że panowie są w stanie stworzyć takiego gniota. Ale to mało, bo czai się jeszcze "Volcanic" - w mojej ocenie niczym niezagrożony kandydat do tytułu 'najsłabszy utwór w historii kapeli'. Mam wrażenie, że został on zarejestrowany wyłącznie po to, by Rob Cavestany mógł się pochwalić, że on też potrafi zagrać na gitarze niczym wspomniany wyżej meksykański duet. W sumie, po namyśle, pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że "Volcanic" to najgorsza ballada w dziejach całego gatunku.      

Wystarczyłby skalpel i wycinka złośliwych narośli, a ostateczna ocena "Relentless Retribution" wyglądałaby znacznie lepiej. Szkoda, że potencjał muzyków wchodzących w skład Death Angel wciąż nie może w pełni rozkwitnąć, to w końcu znakomici instrumentaliści. A Mark Osegueda jest przecież jednym z najbardziej charakterystycznych i najlepszych wokalistów na thrashowej scenie. Tak to jednak czasem bywa, że nawet najwyższe umiejętności nie gwarantują stworzenia ponadprzeciętnej muzyki.

Szymon Kubicki