Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / All Pigs Must Die

All Pigs Must Die - All Pigs Must Die

All Pigs Must Die

Wykonawca:

All Pigs Must Die

8 /10

Mam ostatnio szczęście do zespołów czerwiących nazwy z twórczości Death in June. Najpierw She Said Destroy, a teraz All Pigs Must Die. Amerykański kwartet uderzył znienacka 5-utworową epką, której zawartość można porównać do ładunku dynamitu albo watahy wściekłych rottweilerów. Czysta energia, która uderza bezlitośnie! Materiał co prawda będzie miał swoją premierę tylko na winylowym nośniku, ale dzięki uprzejmości muzyków formacji otrzymałem nagrania w formie cyfrowej, dzięki czemu mogę napisać o tej świetnej muzyce parę słów.

Mimo, iż epka zatytułowana "All Pigs Must Die" to ich debiutancki materiał, to nie mamy absolutnie do czynienia z amatorami. Ben Koller to bębniarz powszechnie znanego i szanowanego Converge, Kevin Baker to członek hc/punkowego The Hope Conspiracy, a Adam Wentworth i Matt Woods znani są chociażby z Bloodhorse. Wśród inspiracji muzycy wymieniają takie nazwy jak Black Sabbath, Celtic Frost, Entombed, Slayer czy Integrity i wpływy te słychać bardzo wyraźnie, chociaż w tym konkretnym przypadku trudno mieć o to jakiekolwiek pretensje. Muzyka aż kipi agresją, surową siłą. Tutaj nie ma miejsca na plastikowo brzmiącą perkusję, słodkawe zaśpiewy czy przebojowe melodyjki. Od otwierającego "Hungry Wolf, Easy Prey" (no przecież początek to czysty Slayer), po kończący "Death in My Wake" (podobny klimat robi Entombed) zostajemy wrzuceni w wir hardcorowo/metalowego (nie mylić z metalcore!!!) tornada! Do wymienionych wcześniej zespołów dodałbym jeszcze oczywiście mój ukochany Mastodon - jest tu ten sam rock'n'rollowy feeling. Wspaniale zaczyna się "Die Ignorant", na tą chwilę to chyba (obok "Noxchi Assault") mój ulubiony utwór. Całość rwie do przodu, bez zbędnego rozdrabniania się. Agresywny wokal, thrashowe riffy gitarowe i bardzo motorycznie pracująca sekcja rytmiczna. All Pigs Must Die nie bierze jeńców - to więcej niż pewne. 

Na osobną uwagę zasługuje produkcja materiału. Wszystko brzmi jednocześnie mocno i selektywnie - z drugiej jednak strony brzmienie jest brudne, ciężkie i daleko mu do ugłaskanych, przeprodukowanych nagrań jakich dziś pełno na rynku. Tak powinien brzmieć metal - bez wszechobecnych triggerów, cyfrowego brzmienia gitar i przesadnego "spłaszczenia" kompresją.

Jedyną wadą tego materiału jest jego długość, 5 numerów zdecydowanie zbyt szybko ucieka w ciszę. Pozostaje wilczy apetyt, który - mam nadzieję - zostanie zaspokojony już pełnowymiarowym albumem.

Adam Aonair