Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Evangelia Heretika

Evangelia Heretika - Behemoth

Evangelia Heretika

Wykonawca:

Behemoth

Gatunek:

Death metal

6 /10

"Rzucamy świat na kolana!" - tym zdaniem Nergal zapowiada na "Evangelia Heretika" jeden z utworów Behemotha. Faktycznie, śledząc poczynania kierowanego przez niego zespołu trudno dziwić się jego entuzjazmowi. Niestety oglądając recenzowane DVD można dojść do wniosku, że tym razem Adam nie dopilnował wszystkich szczegółów najnowszego wydawnictwa grupy.

Samo opakowanie kusi do zapoznania się z zawartością. Kartonowy boks ozdobiono zdjęciami muzyków i publiczności, na froncie umieszczono zaś grafikę utrzymaną w charakterystycznej dla zespołu, kontrowersyjnej i lekko ocierającej się o kicz, estetyce. W środku znajduje się także bogato ilustrowana książeczka. Po włożeniu jednak pierwszego dysku do odtwarzacza i wgłębieniu się w jego zawartość można przeżyć rozczarowanie. Jedno z głównych dań w postaci zapisu występu grupy w warszawskiej Stodole sprzed roku niestety zawodzi. O ile trudno byłoby doczepić się czegokolwiek w zachowaniu muzyków na scenie czy doboru repertuaru, to realizacja koncertu pozostawia wiele do życzenia. Przede wszystkim nie wykorzystano tutaj potencjału sześciu kamer, których pracy nie widać. "Efekty specjalne" w postaci zatrzymań, spowolnień, solaryzacji czy sepii zdają się być wręcz archaiczne i nie robią na współczesnym widzu wrażenia. Zdecydowanie można było spodziewać się czegoś więcej…

Zapis występu z Paryża - którego ścieżkę dźwiękową fani poznali już dzięki albumowi koncertowemu "At The Arena Ov Aion - Live Apostasy" - ma bardziej teledyskowy charakter, a co za tym idzie, robi znacznie większe wrażenie. Częste zmiany kamer dodają odgrywanym przez zespół utworom dynamizmu i gwałtowności. Co znamienne, najstarsze utwory grupy brzmią tutaj równie potężnie i przekonywująco, co te z ostatnich płyt. Nawet "demówkowy" "Pure Evil & Hate" i pochodzący z debiutu "From The Pagan Vastlands", pomimo upływu lat, sprawdzają się w roli koncertowych killerów.  

Gratką - i to nie tylko dla fanów zespołu - są umieszczone na drugim dysku oba filmy dokumentalne. Bynajmniej nie dlatego, że zakochane w Behemoth wielbicielki mogą obejrzeć na "Evangelia Nova" gołą pupę jednego z muzyków… Zwłaszcza "De Arte Heretika" w trafny sposób tłumaczy fenomen grupy. Z wywiadów przeprowadzonych z muzykami dowiadujemy się m.in. o tym, że granie w kapeli metalowej to ciężki kawałek chleba i nie przelewki. Opowieści członków Behemotha, o tym, w jakich warunkach musieli bytować w czasie trasy po Kandzie w 2005 r., zmroziłyby każdego inspektora Państwowej Inspekcji Pracy. Że nie wspomnę o tym, że samochód zespołu został ostrzelany w czasie jednego z ich noclegów, o czym zapewne co bardziej oddani fani już wiedzieli. Pewien dystans do siebie samych muzycy ukazują wspominając z rozbawieniem wpadki w czasie koncertów oraz swój sprzęt, jakim posługiwali się jeszcze parę lat temu. Ciekawostkami mogą być także sceny dyskusji Nergala z osobami protestującymi przeciw występom grup metalowych na OzzFest w USA czy jego duetu wokalnego z Randy’m Blytchem z Lamb Of God.

"Evangelia Nova" to zaś wspomnienia z trasy koncertowej po Polsce. Zdecydowanie mniej intrygujące, chyba, że kogoś interesuje oglądanie podpisywania płyt przez muzyków czy przesadnie entuzjastyczne opinie fanów na temat zespołu. Dobrze, że przywołano tutaj próby odwołania koncertów Behemotha przez działania Ryszarda Nowaka. Ot, taki znak czasu i ciekawostka dla potomnych.

Co znamienne, oba filmy ukazują zespół od mniej imprezowej, bardziej poważnej strony niż "Speak With The Devil" sprzed kilku lat. Nie wiem czy muzycy faktycznie znacznie spoważnieli czy po prostu nie umieszczono tutaj bardziej pikantnych scen z trasy. Osobiście bardziej wolę jednak słuchać merytorycznych wypowiedzi głównych bohaterów niż oglądać ich infantylne wybryki.  

Co bardziej oddani fani Behemotha z pewnością podejdą do "Evangelia Heretika" bezkrytycznie i będą zachwyceni każdą zaprezentowaną tutaj sekundą. Bardziej obiektywne osoby dostrzegą pewne niedoskonałości, zwłaszcza koncertu z Warszawy, mogące dziwić tym bardziej, że zespół przyzwyczaił dotychczas wszystkich do dbania o najdrobniejsze szczegóły wydawnictw sygnowanych swoim logiem.   

Jacek Walewski