Kup Magazyn Gitarzysta

Trash - Black River

Trash

Wykonawca:

Black River

Gatunek:

Rock

7 /10

Nie wiem co tak naprawdę trapi Maćka Taffa, wersje są różne, i o żadnej z nich nie chcę tutaj wspominać. Wiem za to, co trapi Black River. Po super udanym debiucie, przyszedł czas na dwójkę - która wydana została równo rok po premierze albumu z czerwoną okładką i... ta sama formuła, tym razem nie do końca się sprawdziła.

Coś tam bujało, coś zabuczało konkretnie, wszystko ratował Maciek, choć biorąc pod uwagę presję, i oczekiwania (nawet wobec tak luzackiego projektu) ''Black'n'roll'' nie okazało się ani tak dobrym krążkiem jak debiut, ani tak widocznym sukcesem komercyjnym. Na ''jedynkę'' i ''dwójkę'' nie weszło kilka numerów, i w ten o to sposób powstał krążek zatytułowany prozaicznie ''Trash'' (śmieci).

Odrzuty z sesji nagraniowej mogły by być co najwyżej bonusem do kolejnego regularnego wydawnictwa, aczkolwiek, ktoś (Art?) poczuł, że można to wydać - nie dla pieniędzy, a raczej dla funu. A nawet jeśli nie dla czystej rozrywki, to przyznam się, że na śmieciach znalazło się trochę miejsca dla naprawdę dobrych kawałków jak choćby otwierający płytę ''Desert Rider'', który jak dla mnie doskonale sprawdziłby się jako koncertowy opener. Instrumentalny numer z pozytywnie bujającym groove, masywnym brzmieniem, solówkami i... breakdownem na koniec. Jednym słowem elegancko. Dalej znacznie żywiej, energiczniej, nieco z heavy metalowym posmakiem - ''Out of Control'' to rozpędzony, super szybki numer dla fanów hitu ''Punky Blonde''. Numer trzy to szlagier ''Free Man'' w wersji.. akustycznej, na kształt lekkiego country (śmiech) - w każdym razie siła i moc rażenia znana z oryginału została zachowana, a inne mniej popularne oblicze trzyma fason - tak jak i wieńcząca album wersja z orkiestracjami. ''American Way'' nawet jak na Black River jest niebezpiecznie szybki, co za tym idzie zdecydowanie odstaje od klimatu ''Black'n'roll'', a o mnie za mnie, akurat ten song z powodzeniem mógłby być hitem rodem z płyty z czerwoną okładką.

''Symmetry'' to niemalże groove metal, ostro walącym po mordzie głównym riffem, i jak zwykle doskonałymi wokalami Taffa. Zresztą, od czasu Geisha Goner czego Maciek by się nie tknął, o jakość jego linii można być spokojnym. W sumie, to nawet zaskoczył mnie ''górkami'' i przeciąganiem. ''Locomotiv'' trwa minutę - i... jest to minuta stracona. Nawet jak na charczący przerywnik. ''Liars'' ponownie uderza szybkością, bardziej metalowym uderzeniem (gęsta gra na dwie stopy, mocne wokale), z wszystkich zawartych na ''Trash'' śmiało można go określić mianem idealnego koncertowego rockera. Trzy minuty czasu trwania ''Liars'' przeznaczamy na headbaning, by już praktycznie na sam koniec, mocno potupać nóżką do bardzo stonerowego ''Unlucky in Hell'', który przesiąknięty jest prostym, południowym klimatem whiskey, cygarowego (a może zielonego?) dymu.

Koniec krążka to bonusy w postaci trzech numerów live. I myślę, że najlepszym podsumowaniem tych nagrań live z Warszawskiej Stodoły jest gromko wykrzykiwane przez zgromadzoną publiczność: NAPIERDALAĆ. Koncertówka ''Punky Blonde'' zmusza do szaleństwa. Basta. Nie wiem czy można temu wydawnictwu wystawić ocenę. Bo jeśli tak, to jaką? Dwójce z logo Black'n'Roll nie wystawiłem zbyt dobrej noty, a głupio byłoby uznać odrzuty z sesji (w dodatku miksowane i masterowane w różnych studio) za materiał lepszy od regularnego krążka. Dlatego też ''Trash'' pozostawiam oficjalnie bez oceny.

Grzegorz ''Chain'' Pindor